Tag: 13’Mrągowo

Podsumowanie

Powyjazdowe statystyki:
485km
35l ON
6 Noclegów
ok. 10h w basenie
kilka godz. na piłkarzykach
ok. 500 zdjęć i trochę filmików
5 pysznych obiadów w: mercato ristorante (na rynku w Mrągowie) i 1 mniej pyszny w hotelu

1020zł noclegi + auto + podatki
440zł obiady i pizze na kolacje
255zł inne zakupy
185zł paliwo
120zł zabawki

Budżet przekroczony o 170zł, przy czym 100zł to opłata za parking, której nie uwzględniałem.

Dane z nawigacji:

 

Koniec

Dziś trochę pospaliśmy, bo śniadanie do 11.00 było, oczywiście po poszliśmy na piłkarzyki i znaleźliśmy „pipę z dziurką”, która spędziła noc w pokoju zabaw.
Potem bagażowy tata wywiózł dobytek do auta i po 12.00 ruszyliśmy w drogę do domu. Do Szczytna było ok, ale co jakiś czas widziałem auta z białymi maskami… Po chwili już wiedziałem dlaczego, temperatura spadła do 0,3C, śnieg padał, droga zbielała, na szczęście udało nam się przejechać trasę jeszcze w dodatniej temperaturze.
100km od Warszawy pogoda poprawiła się na zieloną i mocno dodatnią (ponad 1C). Dzięki temu do domu dotarliśmy chwilę po 15.00, tak jak wymyśliła to sobie nawigacja jeszcze w Mrągowie.

Jutro podsumowanie.

Ostatki

Jako że to ostatni pełny dzień na zimówce, postanowiliśmy się zajechać 🙂 Co prawda wstawanie szło nam opornie i dopiero o 9.30 udaliśmy się na śniadanie, ale potem było już lepiej. Piłkarzyki, pokój zabaw i nim się obejrzeliśmy była 13.00. A to oznaczało kręgle. Chętnych było sporo, ale mama zapisała nas na początku wyjazdu, więc cierpliwie czekaliśmy na swoją kolej. Godzina szybko zleciała i już można było myśleć o obiedzie. Po drodze były jeszcze zakupy tu i tam i już mogliśmy rozkoszować się pysznościami dla naszego podniebienia. Sałatki, pizze, spaghetti… mniam, mniam. A po powrocie standardowo basen. Tym razem najdłuższy na wyjeździe, ledwo co zdążyliśmy na piłkarzyki. Po 22.00 synek stwierdził, że idzie spać, bo nie ma siły… Ups :D.

Siłowniowo

Dziś był aktywny dzień, synek już o 8:00 urządził nam pobudkę, a do pokoju po śniadaniu zawitaliśmy dopiero po 13…
W hotelu mieli fajny pomysł, by połączyć siłownię i miejsce zabaw dla dzieci.
Popołudniowy rozkład zajęć niezmienny:
baje
obiad,
basen,
piłkarzyki,
baje
pizza,
zabawy playmobilami.

Odwilż

Od rana pada deszcz, że śnieg znika w zawrotnym tempie, a ludzie zalegli w hotelowych pokojach. My oczywiście po śniadaniu graliśmy w piłkarzyki, potem udało się nam pojechać na zakupy, co z radością wykorzystała pani sprzątaczka 🙂
Mrągowo zimą nie dość, że wygląda na wymarłe, to na dodatek w 75% jest do wynajęcia… kryzys czy sezonowość handlu?
Po powrocie do hotelu wybraliśmy się na hokej halowy. Synek oczywiście był najmniejszy, na początku pani w niego nie wierzyła, ale po ostatnim gwizdku nie mogła wyjść z podziwu 🙂
Dalej… obiad, moczenie kuperków w basenach, piłkarzyki, plac zabaw i wysłanie taty po pizzę i tak na zegarze pojawiła się 22:00.
A ten mały kica jak zając ze słowotokiem…

 

W hotelu

Dziś cały dzień spędziliśmy w hotelu. Po śniadaniu synek zaprowadził nas karnie na piłkarzyki i obijaliśmy pomarańczowe piłeczki do upadłego, następnie z kilkoma chłopakami bawili się w wojnę i towarzyskie gry. Tak minął czas do obiadu, ten postanowiliśmy zjeść w hotelu… W końcu to „****”. Tłumów nie było, ceny z kosmosu, ale nas ratuje magiczna pieczątka od kierownika z XX% upustu. Ok, było smaczne, ale to była porcja dla najedzonego 3latka, a nie dla osoby dorosłej…
Tak najedzeni idziemy na basen, tu spędzamy resztę życia, tfu dnia 🙂 Pluskamy się, gdzie się da, nawet byliśmy na części pod gołym niebem. Mając już błonę między palcami, wychodzimy … Gramy w piłkarzyki i czujemy głoda. Na szczęście w Mrągowie pizzeria czynna do 21.00 i tata znika na 10 minut, by przywieźć „małe conieco” na kolację.
PS.
Syn zrobił nam chyba pierwsze świadome zdjęcie – mały fotograf rośnie.

 

Zima pełną paszczą

Dziś był być może jeden z ostatnich dni zimy, dlatego postanowiliśmy go wykorzystać na zimowe zabawy.
Na początku jednak było wielkie śniadanie i długi mecz w piłkarzyki, następnie ubraliśmy się jak na Syberię i poszliśmy na sanki i jak się okazało spacer nad jezioro. Skończyło się na zamrożeniu syna 😛 Potem były 2h odpoczynku sennego a następnie obiad na mieście. Po powrocie odbyło się długieee ciałomoczenie na basenie.

 

Początek

Początek
Opóźnienie o dobę. Chorzy, zmęczeni, wyruszamy przed południem w kierunku Mrągowa.
Na początku most północny, Legionowo, Pułtusk, Szczytno. Szybko i czarno, niestety za Szczytnem nawigacja wsadziła nas na minę – wybrała drogę lokalną „600”. Owszem, była krótsza i może bardziej widokowa, ale… To było 45km, których pług nie widział, dobrze było, jak były dwa czarne ślady po kołach. 60km/h nie przekroczyłem. Hamulca prawie nie użyłem, tak delikatnie i płynnie dawno nie jechałem 🙂
Ok. 15 meldujemy się w hotelu. Miało być szybko i na obiad, ale ten jemy dopiero po 18… No cóż, kapryszący synek.
Wieczorem 1,5 godziny basenu i już można próbować syna ze słowotokiem kłaść spać.
Jutro będzie dłuuugi dzień…

Zimówka zbliża się

Już za kilka dni pojedziemy na pierwszą od dawna zimową wyprawę kluchojadową. Na razie jeszcze bez ogona, ale za to we trójkę i mamy zamiar trochę skorzystać z zimowej aury. Nie będą to polskie góry, ale bliskie mazury. Już od soboty relacja online 🙂