Tag: 18’Cieszyn

Podsumowanie wyjazdu

1430km przejechanych autem
260 zrobionych zdjęć (90% z Gopro)
75 razy użyliśmy wyciągu
64,8km zjazdów na nartach
30 nagranych filmów
20,5h spędziliśmy na stokach
3 różne stoki zaliczone

Koszty:

1000zł hotel
1000zł inne wydatki
800zł obiady i kolacje
750zł wyciągi na 6 dni
600zł 3 pary nart na 6 dni
400zł paliwo
70zł wizyta w kinie
70zł 1h instruktora

Powrót do domu

Z wiosennego Cieszyna wyjechaliśmy po 10, daleko nie zajechaliśmy, bo tylko na druga stronę Olzy. Tam po zakupach w Billi udaliśmy się na kolejne do Ostrawy. Za Częstochową jak zwykle dostaliśmy 45 minut korka (wypadek na zwężeniu), potem wybraliśmy drogę po S8, która okazała się pusta (czasowo i odległościowo to samo, co po autostradach przez Łódź).
Auto pozytywnie zaskoczyło spalaniem, nie była to jakaś ekonomiczna jazda, ale nie było też szaleństw.

Soszów na koniec

(Opis tymczasowy)

Dziś zmieniliśmy stok na Soszów, jutro wracamy.

Przegięliśmy

Zaczęło się niewinnie. Wstaliśmy później, wyjechaliśmy później, zaparkowaliśmy na ostatnim wolnym (bliskim) miejscu. Na stoku był przyjemny mrozek, słoneczko świeciło… Potem pojawiły się chmury, troszkę powiewało. W końcu zaczęło ostrzej wiać, więc zrobiliśmy sobie przerwę na obiad. Nagle za oknem zrobiło się biało, świat pogrążył się w zamieci. Od tej pory podjazd kanapą zmienił się w 7 minutową walkę, by nie stać się mrożonym bałwanem. Potem czekała nas kolejna bitwa, by zjechać pod wiatr z kanapy, zrobić nawrót i nie sfrunąć w dół. Po zjeździe z grani lód zamieniał się w kopny śnieg, na szczęście znikał wiatr. Nagrodą za to był praktycznie pusty stok tylko dla nas. 😉

W dodatku podczas ostatniego podjazdu Szymciowi spadła narta i została na dole, a my jej pomachaliśmy i pojechaliśmy. Na szczęście kolejni kanapowcy wwieźli ją na górę.

Dalej było już klasycznie: goferek na parkingu, chińczyk w Ustroniu, szybkie zakupy w Cieszynie i piwko w hotelu.

 

Dzień na stoku

Dziś znowu byliśmy w Istebnej, kupiliśmy karnet rodzinny na 5h i się zajeździliśmy. Zaczynaliśmy w słońcu, kończyliśmy w śniegu. Kolejek to kanapy nadal brak 😉 Powrót urozmaicał nam nagły opad śniegu, ograniczający widoczność do kilku metrów (nie było widać nawet skrajni drogi) mimo odpalenia sporej mocy oświetlenia którą dysponuje nasze auto. Wieczorem byliśmy na krótkim spacerze w Cieszynie.

Gwiezdne wojny

Dziś atrakcji było w bród. Zaczęliśmy rano od zwiedzenia nowego stoku (Zagroń Istebna). Po 14.00 musieliśmy skończyć zjazdy, bo na 17.00 był seans „Star wars” w kinie w Bielsku-Białej. Przy okazji zjedliśmy chińszczyznę. Po kinie odwiedziliśmy kilka sklepów i … syn się odział w nowe szaty na jutrzejszy stok. Ma google, rękawice i apaszkę rasowego narciarza. Wszystko dobrał sobie sam, tak by kolorystycznie pasowało do reszty kombinezonu.
Wreszcie padał prawdziwy śnieg. W niektórych miejscach wiało tak mocno, że stoki pozamykano. Na szczęście nie nasz.

PS Jeszcze tylko powrót do Cieszyna i można wypić zasłużone piwo. Jutro w planach znowu Istebna.

Zjazdy

Z rana przywitało nas słońce więc radośnie udaliśmy się na wczorajszy stok, tłumów nie ma co pozwala nam się sporo najeździć. Szymon zaliczył 16 zjazdów dobrze że na stoku nie było fotoradaru, bo było blisko mandatu 😉 Wracając chcemy w Ustroniu zjeść chińszczyznę, okazuje się jednak ku naszemu zdziwieniu że w poniedziałki mają nieczynne !! Zdziwieni wracamy do Cieszyna, znowu trafiamy do pizzerii (tym razem innej), jedząc pizze odkrywamy że w menu mają smażaki… :/ Najedzeni udajemy się do Czech na zakupy. Szymon w Albercie kupuje sobie pistolet na kapiszony. Po powrocie cierpimy z przejechania…

Dojazd i zjazd

Wyjechaliśmy z rana i po 5h jazdy (z przerwą na obiad) dotarliśmy do Cieszyna. Szybkie meldowanie w hotelu Gambit i już po chwili jechaliśmy wypożyczyć narty. Będąc pod stokiem SIGLANY i mając narty skusiliśmy się na 1h jazdy, przy okazji udało nam się załatwić instruktora. Okazało się na szczęście że jazdy na nartach się nie zapomina. Z nartami wróciliśmy do hotelu i udaliśmy się szukać obiadu. Łatwo nie było, Cieszyn niby duży ale jedzenia w niedziele wieczorem za dużo nie ma czynnego. W Końcu skończyliśmy w pizzeri.