Tag: 17’Karyntia

Austria 2017

Miłego oglądania:

Karyntia w 5 minut

Dwa tygodnie wakacji w 5 min

Powrót 2/2

Dzień witamy koło 10, zbieramy się, robimy zakupy w Billi, odwiedzamy CH i Alberta (spodni brak) i ok 12:30 wyruszamy w drogę. Do Częstochowy trasa idealna. Problemy zaczynają się pod MC Donaldem. Ludzi i aut od groma. Nasz zestaw ma prawie 10m długości, robię kółko, jedno drugie, miejsca parkingowe dla osobówek (równoległe – taki  by mi pasowały) zajeły autokary. Ale widze że jeden odjechał z takiego miejsca dla nich. Staje więc miedzy dwoma, wysiadam z auta i obskakują mnie „panowie” kierowcy że jestem ślepy bo to miejsce jest dla autokarów, straszą, grożą, bo ja zaparkowałem źle. Na pytanie czy przestawią te autokary zaparkowane na miejscach dla osobówek wyzywają. Olewam ich i idę jeść. Ci mimo zapewnień że już wzywają policje i dostane za swoje… odjeżdżają :/ Za Częstochową wiedziałem o robotach drogowych – kolejne 30min stania. Niestety 20km później stoimy prawie 40min w 3km korku – tu powodem jest wypadek. Wczesny dojazd do domu … Mimo że ruch na drogach spory dalej już jakoś poszło i do domu docieramy po 19

To już koniec wakacyjnego wyjazdu 🙁

Powrót 1/2

Wyruszamy po 9:00, za kemping płacimy mniej niż myśleliśmy (jeszcze nie doszedłem czemu). Do Wiednia jedzie się bardzo przyjemnie. Tu robimy sobie prawie 2h postój na zakupy i jedzenie. Wyruszamy po 15, niestety okazało się że nie był to dobry pomysł. Wiedeńczycy najwidoczniej w piątki pracuje da 14 ?? Utknęliśmy przeszło na ponad 1h w korkach :/ Na szczęście do Brna obyło sie bez korków. Niestety za… tak znowu stajemy, po chwili uciekamy z autostrady i stajemy bo tą drogę wybrali tez inni. Można powiedzieć że odcinek Brno – Ołomuniec to jeden wielki korek. Oczywiście to nie koniec na dziś i stoimy jeszcze przed Ostrawą… Mieliśmy być na kempingu po 18, byliśmy po 21. Zanim się ogarnęliśmy była już północ.

Ostatni dzień nad jeziorem

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Już jutro wracamy. Ale dziś były wodne szaleństwa. Moczenie, opalanie i znowu moczenie. Wracamy czarni 😀

Plażowanie c.d.

Pogoda jest dla nas bezlitosna. Wszędzie naokoło są burze, a u nas upalnie, tylko fale na jeziorku gwałtowniejsze. Zepchnęły nas tak mocno, że Tata musiał uskuteczniać pościg za małym krabem.
Ogólnie jesteśmy już przemęczeni wypoczywaniem. 😉
To niewątpliwie nasze najlepsze wspólne wakacje w super okolicznościach przyrody 🙂 Będziemy tęsknić za tym miejscem i klimatem beztroski.
PS A jednak po 17.00 zaczęła się burza. Równocześnie leje deszcz i świeci słonko 😉

Kolejny dzień na plaży

Pogoda rozpieszcza, 35C, bezchmurne niebo, nic tylko moczyc tyłki w jeziorze. Po 15.00 robimy sobie wycieczkę na zakupy do Villach. Wracając, odkrywamy niezłe burzowe chmury w dolince obok, u nas do wieczora nie pada. Dzień kończymy kolejnym rejsem po jeziorze.

PS

Szymon znowu zabrał mnie na batuty, 10 minut bardziej męczy niż 30 minut roweru do pracy. Z gumy to ja niestety nie jestem 😉

Wodne szaleństwa

Dziś mamy powrót lata w pełni. Bezchmurne niebo towarzyszyło nam cały dzień. Smażyliśmy się na plaży od południa do 18.00. Szymcio testował przez moment nowe rękawki do pływania, ale dzień upłynął mu przede wszystkim na ujeżdżaniu kraba znad Gardy 🙂 Mama cały dzień zgłębiała tajniki pływania na nowym materacu, a tata na koniec dnia postanowił wylać wodę z jeziora.


Turracher Hohe i Heidi

To miała być krótka wycieczka, a wyszło jak zwykle. Dojazd 50km z mocną końcówką i podjazdem 23%. Na miejscu zimno i wietrznie, chyba z 11 stopni, zakładamy wszystko, co mamy. Wjazd na górę i już zwiedzamy ścieżkę króliczka (6 ciekawych stacji). Następnie czeka nas gwóźdź programu. Zjazd całorocznymi saneczkami Nocky Flitzer z górnej stacji kolejki na parking – 1600m trasy w dół. Fajnie się jechało, myśleliśmy, że będzie gorzej.
W dolinie postanawiamy skusić się na Heidi Alm – adventure park for children. Nasza karta daje nam tam bezpłatne wejście. Jest to park tematyczny bohaterki pobliskich gór, w tym miejscu zresztą kręcono film. (Szymon zna i książkę, i film). 8km podjazdu, że hoho. Droga kończy się w cudownie położonej stacji narciarskiej na około 1750m n. p. m. Nie jest za ciepło, ale widoki są fantastyczne. Park tematyczny też niczego sobie – dzięki niemu można poznać historię Heidi, jeśli ktoś jej nie zna. Są też atrakcje dla dzieci – mostki, skałki, zjeżdżalnie, a nawet staw z fontanną. Spotykamy też prawdziwe świstaki, które przebywają tu od niedawna 🙂
8km zjazdu daje się we znaki autu. Mimo hamowania silnikiem, hamulce na dole dymią. Jeszcze tylko pozostaje wrócić na kemping…

Villacher Alpenstrasse

Po zakupach pojechaliśmy na znajdującą się w mieście drogę widokową. Wjazd dzięki karcie darmowy, następnie 16km podjazd z 500m na 1750m. Na początku zwiedziliśmy skocznię, na której chyba w 2001r. wygrał Małysz. Im wyżej, tym widoki ciekawsze. Na jednym parkingu obejrzeliśmy ogród botaniczny z 800 gatunkami alpejskich roślin, na końcu czekała niemiła niespodzianka – wiatr. Widoki super, dla chętnych możliwa wycieczka na sam szczyt (prawie 2200m), gdzie znajduje się widziana z naszego kempingu iglica. Na kemping wróciliśmy ujechani, ale to norma na tym wyjeżdzie. 🙂

mi