Tag: 16’Bielsko

Podsumowanie wyjazdu

Tak na szybko:

960km przejechanych autem,
150 zrobionych zdjęć,
90 minut taty w butach zjazdowych,
13 zjazdów syna ze stoku,
6,89l/100km średnie spalanie,
6 nakręconych filmów,
4h potrzeba, by z domu dojechać pod Szyndzielnię,
3 trasy biegowe odwiedzone – żadna nie nadawała się do jazdy
1 kolejka górska zaliczona,
1 wyciąg narciarski zaliczony,

1 dzień przesiedziany w całości w hotelu – choroba syna.

PS.

Zmieściliśmy się w zakładanym budżecie (tyle że byliśmy jeden dzień krócej).
last

Szyndzielnia

Rano podejmujemy decyzję, że wracamy wcześniej do domu. Syn już lepiej się czuje, apetyt wrócił, ale sił brak, a siedzieć kolejny dzień w hotelu nam się nie chce. Przed 11.00 opuszczamy hotel i udajemy się … na Szyndzielnię. Skoro już tu jesteśmy, a tam jest kolejka… najwyżej będziemy robić za barany. Pogoda robi się super, a my już o 12.00 jedziemy na górę. Potem długo podziwiamy widoki z 18-metrowej wieży. Następnie postanawiamy zejść do auta na piechotę. Warto – widoki super, trochę śniegu, trochę wiosny, a 90-minutowy spacer wszystkim dobrze robi. Pod koniec zgodnie z przewidywaniami musieliśmy robić za barany ;). Jeszcze obiad w polecanej pierogarni na rynku, tankowanie na rogatkach i po 15.00 opuszczamy Bielsko. O 17.00 spędzamy godzinę w MC w Częstochowie, a w domu jesteśmy po 20.00.

 

Niedyspozycja

No i stało się najgorsze ;). Szymon się rozchorował na dobre. Po śniadaniu podjechaliśmy do przychodni i już po chwili wiedzieliśmy, że bez antybiotyku się nie obędzie :/  Chwilę później pacjent był już w hotelowym łóżku i rozpoczynał kurację. Z narciarskich planów nici :/ Krótka partyjka w szachy i 9 najbliższych godzin spędzone bez przerwy w łóżeczku.

03010302

W poszukiwaniu śniegu

Wydawałoby się, że początek lutego w górach powinien być śnieżny. Niestety w tym roku jest inaczej … Po obfitym śniadaniu wrzucamy narty (biegowe) do auta i jedziemy szukać śniegu. Zima i góry zobowiązują 😉 . Trasa biegowa w Szczyrku zielona, śnieg jest tylko na skoczni i oglądamy dzięki temu kawałek treningu skoczków. Na przełęczy Salmopolskiej jest troszkę śniegu, ale nie na tyle, by dało się po tym biegać :/ W Wiśle trasa narciarska ma trochę śniegu i nawet widzimy zdesperowanego narciarza biegowego, tyle że wszystko płynie, a biega się po trasie szerokości max 80cm (trochę wąsko) i miejscami po trawie. Na Przełęczy Kubalonce wydaje się, że jest śnieg, nawet coś pada. Niestety okazuje się, że śniegu jest mniej niż 2cm, a pod nim tafla lodu. Z braku gipsu i szwów w aucie odpuszczamy sobie tę trasę. I tak 100km pogoń za śniegiem kończy się porażką :/ W Bielsku postanawiamy podjechać pod Szyndzielnię i zobaczyć polecany stok do nauki jazdy na Dębowcu. Tu też śniegu tyle co kot napłakał, ale nie ma prawie wcale ludzi. Wypożyczamy Szymonowi buty i narty – kije i kask mamy własne. Na stoku szybko się okazuje, że nie są to jednak narty biegowe. Wyciąg zaczepowy to też wyzwanie dla nas. Po pierwszym zjedzie Szymon ma dość :/ Daje się jednak namówić na kolejny zjazd z rodzicem. Pada na tatę i tak po chwili pojawia się na stoku kolejny żółtodziób 😉 . Razem zdobywamy wyciąg i stok. Po chwili wysyłamy mamę po karnet 10-zjazdowy (wyciągowy). Stok opuszczamy po prawie 2h. Dopiero po zdjęciu skorup (butów) okazuje się, że nie możemy chodzić…

Jeszcze tylko pyszny obiad w chińskiej restauracji w domu handlowym Klimczok i można wracać do hotelu na wypoczywanie…

PS

Dopiero po obejrzeniu filmów z kamery odkrywamy, czemu synek tak dobrze skręca na stoku – krawędziuje jak zawodowiec 😀 .

Wieczorem tata z synkiem prowadzą intensywną naukę gry w szachy.

 

 

Wypad w ferie do Bielska-Białej

Zdecydowaliśmy się na wyjazd chyba z tydzień wcześniej. Wiedzieliśmy, że na śnieg nie ma co liczyć. Ale my sobie jak zwykle coś wymyślimy 😉 .

Wyjeżdżamy chwilę po 9:00 i udajemy się przez węzeł Opacz nową drogą na Katowice. Po 125 minutach jesteśmy w Częstochowie, a po następnej godzinie parkujemy w IKEA Katowice. Tu kupujemy brakujące w Wawie pudełka Lekman i przejeżdżamy ostatnie 70km (tu nadal jest źle jak kiedyś) do Bielska. Miasto wita obwodnicą i po chwili docieramy do Hotelu. Ibis styles z zewnątrz nie robi na nas wrażenia, w środku już jest lepiej, natomiast pokoje… Woow. To, co dostajemy, nazywa się pokojem rodzinnym i zawiera dwa pokoje, łazienkę i oddzielne WC – jest gdzie się zgubić ; ) .

Po rozpakowaniu się jedziemy na miasto – zaczynamy od paczkomatu odebrać paczkę ;), i jedziemy na „starówkę”.  Na rynku jemy pyszny obiad w restauracji „Pizzeria Rucola”. Wszystkie składniki świeże i włoskie. Najedzeni robimy sobie fotki z Reksiem oraz Bolkiem i Lolkiem, którzy od 2011 r. mają swoje pomniki w rodzinnym mieście (to tutaj znajduje się Wytwórnia Filmów Rysunkowych).

0102d0101