Tag: 19’Rokytnice

Spacer biegówkowy szlakiem „U kaplicy”

Dziś chwyciłam narty pod pachę i podczas gdy chłopaki jechali na stok wygodnym skibusem, ja na piechotę pokonałam ponad kilometr, by móc pojeździć na odkrytym wczoraj w drodze powrotnej terenie. Pogoda była do jakiejś 14.00 wyjątkowo fotogeniczna. Potem przyszło zachmurzenie i super klimat nieco się ulotnił. Bieganie w kółko tą samą trasą to jednak nie jest mój żywioł, wolę jak krajobraz się zmienia, a bieganiu towarzyszy pewna dynamika. Tym bardziej, że zjazdy nie idą mi jeszcze tak gładko jak podejścia. A tutaj bez przerwy wpadałam w schemat: podejście – zjazd. No ale powiedzmy, że znalazłam świetne pole do treningu, na którym dało się wreszcie nieco popracować nad techniką. Do domu wróciłam inną drogą niż wczoraj i odkryłam tam piękny sztruksik.

Horni Domki

Dziś był piękny słoneczny dzień, na stoku byliśmy 40min wcześniej. Niestety na ten sam pomysł wpadło więcej narciarzy. Trochę przez to były dłuższe kolejki do kanap (20 zamiast 5min), na szczęście po 12 wszystko wróciło do normy. My dziś mocno cisnęliśmy krótszą kanapę i rampy (syn). Byliśmy tez na Łysej Horze i zamiast całości 1 , zjeżdżaliśmy czerwoną 3 którą okazała się dużo przyjemniejsza do jazdy. Znowu ze stoku odjechaliśmy 15min przed zamknięciem, wg GPSa przejechaliśmy (wraz z wyciągami) 33km.

Krótki film:

Praca w podgrupach

Rano ciężko było wstać po wczorajszych biegówkach. Wyszliśmy przed 11 i udaliśmy się w dwie strony. Żona pobiegła na biegówkach do harrachov, a my skibusem udaliśmy się do Hornych Domków. Zakup karnetów bez kolejki, po chwili jedziemy schodami ruchomymi pod kanapę. Bez kolejek po chwili już lecimy kanapą. Tylko zamiast na Łysą hore docieramy na Lovcenka. Coś nam nie wyszło, na dodatek tu jest tyle tras że nie wiemy jak wrócić. Trochę to trwało zanim się tu ogarnęliśmy. Szymonowi najbardziej spodobała się trasa z muldami koło Kaprun. Rozpędził się na nich do 50km/h i sporo przeleciał. Trafiliśmy też na kanapę na samą górę. Mimo sporej kolejki najdłużej czekaliśmy 5min. Na Łysej górze inny świat, inny śnieg, co za widoki… Tylko trochę wiało. Z góry jest 3000m jazdy non stop i nie powiem moje uda to odczuły, szczególnie w tym puchu na górze. Po 4 godzinach jazdy wróciliśmy do skibusa. Mama w tym czasie przebiegła 13km po okolicy. Wieczorem pojechaliśmy na obiad do Harachova i prawie go nie zjedliśmy, bo bez rezerwacji trudno się gdzieś wbić. Na szczęście na jutro mamy już stolik zaklepany 😉

Pierwszy dzień narciarstwa

Rano zgodnie z ustaleniami bierzemy narty biegowe i idziemy 2km do pobliskiego skiarealu. Tam ładujemy się na orczyk i po chwili jesteśmy na szlaku biegowym. Do chaty gdzie zjemy obiad było 6km. Po obiedzie miała być prosta droga w dół. Niestety tylko dla ratrakowych autobusów lub narciarzy zjazdowych. My długo nieślismy narty… Dopiero gdy pojawiło się szeroki pole musieliśmy je założyć, bo bez wypadało się prawie po pas w śnieg. Jazda na biegówkach po czymś takim też nie była łatwa. Każdy upadek to mozolnie wygrzebywanie się spod śniegu bez żadnego punktu podparcia. Potem już było 5km po asfalcie z nartami w ręku. Na skibusa nie czekaliśmy bo byliśmy przemoczeni… Wieczorem Syn mi nie darował i odwiedziliśmy Harrachov i ich zjazdowe trasy. Do 20:00 byliśmy na stoku, potem jeszcze pizza i w 15min dojechaliśmy do naszego noclegu. Nie ma jak bateria mocnych świateł + ESP robiący za napęd 4×4 😋

Wyjazd na narty

Wyjechalismy przed 10, po 3h był obiad we Wrocławiu. Po kolejnych 2h byliśmy na miejscu. Rokytnice nad Jizera bardzo się nie zmieniły przez ostatnie 10lat. W Tesco nic nie było, pojechaliśmy zatem do Tanwald na zakupy do Billi. Śniegu tu mają konkretne ilości.