Category: Narty

Zwyczajny zimowy weekend

Narty zjazdowe, narty biegowe, bieganie po parku, wizyta w żywej szopce i oczywiście Zwift 😀

Narty fotorelacja

Pierwsze na śniegu

Mimo ciągłych opadów deszczu udało się pojeździć na śniegu

Narty we mgle

Wyjątkowo w sobotę.

Narty z Synem

Dziś to syn mnie zabrał na  narty.  W piątek stał się bardzo szczęśliwym posiadaczem własnych nart i nie mógł się doczekać testów.

Test Górki Szczęśliwickiej

Z braku innych górek w okolicy, wybraliśmy się na świeżo wyremontowaną Górkę Szczęśliwicką. Szymon mógł tam pod okiem instruktora doskonalić swoje narciarskie umiejętności już teraz, jesienią.

Podsumowanie wyjazdu

1430km przejechanych autem
260 zrobionych zdjęć (90% z Gopro)
75 razy użyliśmy wyciągu
64,8km zjazdów na nartach
30 nagranych filmów
20,5h spędziliśmy na stokach
3 różne stoki zaliczone

Koszty:

1000zł hotel
1000zł inne wydatki
800zł obiady i kolacje
750zł wyciągi na 6 dni
600zł 3 pary nart na 6 dni
400zł paliwo
70zł wizyta w kinie
70zł 1h instruktora

Powrót do domu

Z wiosennego Cieszyna wyjechaliśmy po 10, daleko nie zajechaliśmy, bo tylko na druga stronę Olzy. Tam po zakupach w Billi udaliśmy się na kolejne do Ostrawy. Za Częstochową jak zwykle dostaliśmy 45 minut korka (wypadek na zwężeniu), potem wybraliśmy drogę po S8, która okazała się pusta (czasowo i odległościowo to samo, co po autostradach przez Łódź).
Auto pozytywnie zaskoczyło spalaniem, nie była to jakaś ekonomiczna jazda, ale nie było też szaleństw.

Soszów na koniec

Dziś zmieniliśmy stok, pojechaliśmy jak zwykle na Wisłę ale odbiliśmy na Soszów. Autem dojechaliśmy praktycznie do granicy i na dużym bezpłatnym parkingu zostawiliśmy auto. Rodzinny karnet zakupiony i można szaleć.Kanapa jak kanapa za to na górze zmiana w porównaniu do poprzednich stoków. Kilka tras, zaczynamy od najłatwiejszej która i tak trudniejsza od tych co jeździliśmy do tej pory. Po chwili mamy rozjazd na czerwoną, potem na czarną. Mimo że jesteśmy na niebieskiej nagle przed nami pojawia się zakręt o 90″  na ściance o nachyleniu jak dla nas 30% (pewnie było mniej). To jest wymagający odcinek trasy dla rodziców, syn oczywiście pokonał go bez zwalniania… Po kilku takich zjazdach Szymon chce spróbować czerwonej trasy. Robię za opiekuna, jakoś przejechaliśmy ale na pewno nie był to dobry przejazd 😛 W międzyczasie coś jemy w knajpce na górze i przed 16 jedziemy na dół by odpocząć chwile poza stokiem (o 16 jest ratrakowanie tras). Szymon jak zawsze pognał my jedziemy wolniej. Na tym zakręcie 90″ Żona mimo jazdy z małą prędkością upada. Nie wyglądało to groźnie ale jak zobaczyłem że się nie podnosi tylko zrzuca kask, pobiegłem do niej (łatwo napisać trudniej wykonać). Na miejscu dowiaduje się że coś strzeliło jej w kolanie. Odpinamy więc narty, próbuje wstać niestety noga nie chce stać. Po chwili udaje nam się opuścić trasę i żona zostaje na poboczu a ja jadę do dolnej stacji kolejki. Tu informuje obsługę o „wypadku” Już po chwili dyżurujący GOPRowiec jedzie na górę. Po dłuższej chwili widzimy tego samego GOPRowca z topoganem… Po przetransportowaniu żony do auta mamy udać się do szpitala na badania. ( Z perspektywy czasu wiemy że lepiej było by na spokojnie poczekać do rana i pojechać na prywatne badania do Warszawy). W Cieszynie w szpitalu robią RTG które nic nie wykazuje i dają skierowanie do ortopedy.

PS

W Warszawie po badaniu MRI okazało się że zerwany został ACL i naderwany MCL… 6 tygodni zwolnienia, orteza, długa rehabilitacja, ortopeda rozważał rekonstrukcje ale przy amatorskim uprawianiu sportów uprzedził że to może być więcej złego niż dobrego.

Przegięliśmy

Zaczęło się niewinnie. Wstaliśmy później, wyjechaliśmy później, zaparkowaliśmy na ostatnim wolnym (bliskim) miejscu. Na stoku był przyjemny mrozek, słoneczko świeciło… Potem pojawiły się chmury, troszkę powiewało. W końcu zaczęło ostrzej wiać, więc zrobiliśmy sobie przerwę na obiad. Nagle za oknem zrobiło się biało, świat pogrążył się w zamieci. Od tej pory podjazd kanapą zmienił się w 7 minutową walkę, by nie stać się mrożonym bałwanem. Potem czekała nas kolejna bitwa, by zjechać pod wiatr z kanapy, zrobić nawrót i nie sfrunąć w dół. Po zjeździe z grani lód zamieniał się w kopny śnieg, na szczęście znikał wiatr. Nagrodą za to był praktycznie pusty stok tylko dla nas. 😉

W dodatku podczas ostatniego podjazdu Szymciowi spadła narta i została na dole, a my jej pomachaliśmy i pojechaliśmy. Na szczęście kolejni kanapowcy wwieźli ją na górę.

Dalej było już klasycznie: goferek na parkingu, chińczyk w Ustroniu, szybkie zakupy w Cieszynie i piwko w hotelu.