Luty 2020 archive

Nauka jazdy

Nocą popadało, rano sprawdziliśmy który stok jest pusty i wybraliśmy Harendę w Zakopanym. Mama wybrała się na pieszą wycieczkę na Gubałówkę , a Mnie w swoje obroty wziął Szymon. 3h szkolenie jak jeździć by nie skończyć jak bałwan. Oczywiście łatwo nie było, ale cenne podobno robię postępy. Mamę spotkaliśmy na Krupówkach gdzie postanowiliśmy zjeść obiad. Druga sesja narciarska odbyła się dziś w Białce. W 3h udało nam się objechać całą stację (poza orczykami). Jazda od 18 ma swoje plusy – pustki, mróz (-5C) zlodzone trasy, puste parkingi. Wracając wpadamy do Mc Donalda na małe co nieco. W domu umieram… mam coraz więcej strajkujących mięśni…

PS kupić pączki w Zakopanym graniczy z cudem :/

Kolejny dzień ferii

Jak zwykle po śniadaniu ruszamy na stok. Dziś ma być lepsza pogoda na narty – ma być pochmurno i zimno. Pojechaliśmy od Jurgowa, niestety ludzi jest więcej niż w niedziele. Mimo to do kanapy czekamy poniżej 5min. Niestety niebieska trasa już o 10:00 wygląda jak kretowisko, na dodatek jest tu pełno szkółek. Na czerwonej jest lepiej ale ona łączy się z niebieską… Za to czarna jest zlodzona, i tak kolejny raz uczę się przełamywać strach na czarnej trasie. Ponad 3h jazdy (tym razem mamy też fotografa 😉 ) Obiad jemy w Murzasichle i potem mam 30min. sjesty w domu przed kolejnym wyjazdem na stok. Na Suchym długo nie możemy się odnaleźć (trudne warunki) na szczęście wreszcie się dopasowujemy i jeździmy prawie do zamknięcia. Finalnie dzień kończymy na ponad 5h jazdy, 50km na nartach (łącznie z podjazdami kanapą) i nowym rekordem prędkości zjazdu syna – 59,1km/h.

Odpoczynek

Dziś trochę przyhamowaliśmy, po śniadaniu udaliśmy się na basen do Aquaparku Zakopane. Za 120zł mieliśmy prawie 3h wodnych zabaw – 5 zjeżdżalni, rwąca rzeka, baseny wew. i zew. Miło było się odmoczyć. Na obiad udaliśmy się do „dobra kasza nasza” na pyszny obiad.

Po południu pogoda wreszcie odpuściła i temperatura spadła, zatem zrobiły się warunki na narty. Na stoku po 17:00 pusto, owszem na niebieskiej była kasza i muldy ale czerwona i snowpark był miło zmrożony. Poszaleliśmy trochę… syn rozpędził się do 59,1km/h, polatał na hopach i dopiero po 20:00 zeszliśmy ze stoku. Jeszcze tylko zakup pizzy i można wracać do domu.

Zakopane

Po nartach musieliśmy zrobić zakupy, dlatego pojechaliśmy do Zakopanego. Syna noga po odpoczynku doszła do siebie. Na początku staliśmy w korku, potem jak już udało się zaparkować co nie było wcale takie łatwe poszliśmy gdzie by indziej jak nie na krupówki… Jezu ale to jest esencja Podhala, pomieszanie z poplątaniem wszędzie grzaniec, serki, pizze, kebaby i burgery. Tona reklam i te budynki… Do tego masa ludzi i te stragany z chińskimi badziewiem. Naszym celem była Myszolandia, potem wpadliśmy do domu do góry nogami, do apteki po maść na obolałą nogę i uciekliśmy pod Krokiew gdzie jest Snow Landia. Tu zwiedzamy labirynt i piramidę. Całkiem fajne atrakcje, dużo ciekawsze niż wizyta na Krupówkach 😉 Dzień kończymy zakupami w Leclercu koło dworca (którego obecnie nie ma) PKP

Bachledka

Dziś pogoda okazała się łaskawa, dlatego pojechaliśmy do Bachledki na Słowacji. Ośrodek ten jest położony jakieś 15km od Jurgowa. Wjechaliśmy wszyscy gondolą na górę i Mama poszła sobie w las na biegówki, a my pojechaliśmy w dół. Niestety dzisiaj warunki były trudne (straszne ciepło jak na luty) śnieg był mokry. Szybko się okazało że na „łatwych” trasach są straszne muldy, dlatego Szymon przekonał mnie na jazdę czarną trasą. Ta mimo sporego nachylenia okazała się mało uczęszczana. Zaliczyliśmy też najdłuższa trasę karnetu (1800m) niestety po jej pokonaniu spędziliśmy 15min. w kolejce do gondoli. Mieliśmy też przygodę na kanapie… nasi współtowarzysze przejazdu mieli problem ze zdjęciem nart z zabezpieczenia kanapy i przy wysiadaniu pospadali pod nas (byli bez kasków więc dostali naszymi nartami) Nas za to czekał widowiskowy skok w zaspę po tym jak obsługa zatrzymała kanapę… Ech. W restauracji na stoku zjedliśmy wszyscy pyszny obiad i potem mieliśmy jeździć dalej… niestety na trasie Szymon spotkał muldę dzięki której zbliżył się do gwiazd… lądowanie było dużo później równie widowiskowe… Młody szybko wstał i pojechaliśmy dalej, niestety na kanapie wyszło że nie może siedzieć. Dlatego po kolejnym zjeździe zakończyliśmy jazdy na dziś.

Jurgów , Białka, Suche

Dziś zaczęliśmy do Jurgowa, myśleliśmy że w słoneczną niedziele będzie tam luźniej niż w Białce. Aut na parkingu było sporo a ludzi w kolejce do kanapy wcale… Trasy fajne, widoki super, młody rozpędził się do 56,3km/h (nowy rekord). Po jakiś 3h postanawiamy udać się na obiad i tak lądujemy w Białce. Jemy coś włosko-góralskiego i w drodze do domu odbijamy zobaczyć dojazd do parkingu Jankulakowskim Wierchu (bo tam są trasy biegowe). Szutrowy dojazd fajny, na parkingu było już pusto. No to żal było nie skorzystać. Szkoda tylko że snowpark był zamknięty… Wieczorem Szymon wyciąga mnie na snowpark do Suchego, ale po znalezieniu zaginionej czerwonej trasy z hopą … tak do końca jeździmy czerwonym. W domu jesteśmy przed 21:00 wystarczy.

Wyjazd na narty

Wyjechaliśmy o 9:30, przez pierwszą godzinę przejechaliśmy 46km… dalej było szybciej bo S7 Niestety przed Krakowem S7 się skończyła i znowu staliśmy. Wjazd na Zakopiankę przywitał nas przewidywanym czasem dojazdu – za 169min. Nie mieliśmy nic do stracenia i zdaliśmy się na mix proponowany przez nawigację. Było wąsko i kręto ale przed 17:00 dojechaliśmy. Niestety Syn wykorzystał ten sukces na test pierwszej stacji narciarskiej – Suche-Ski. Potem jeszcze obiad gdzieś na wysokości 900m n.p.m. i wystarczy…

PS filmiki będą po wyjeździe.

Kontrola stomatologiczna

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Ogrody w szkle

Ciekawie wyglądają, wymagają mało zachodu (podlewa się je ze 2 razy w roku), niestety – bardzo szybko rosną. Nawet nie zauważyłam, kiedy dokładnie moje małe mikroświaty zmieniły się w niekontrolowany busz. Przez to skrzydłokwiat przestał kwitnąć, a fikus zgubił niemal wszystkie liście. Po usunięciu zbędnych pnączy wnętrze słojów przejaśniło się i wyładniało. Miejmy nadzieję, że im ta odmiana posłuży. Minimalizm w słoju to jednak podstawa 🙂

Wiosenne bieganie