Maj 2011 archive

Majowa sobota

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Podsumowanie

Przejechaliśmy 850km ze średnim spalaniem 6,2l/100km, kosztowało nas to ok 260zł.
Na zwiedzanie wydaliśmy trochę ponad 170zł.
Obiady, lody i inne artykuły spożywcze to kolejne 820zł.
Tak zwane potrzeby Szymona (ale bez pieluch, bo tych akurat nie kupowaliśmy) to 110zł.
Noclegi + parking + podatki klimatyczne wyniosły nas 1470zł.
Po podliczeniu wyszło, że przekroczyliśmy zakładany przez nas budżet o 340zł. Czyli nie jest tak źle…

Pogoda dopisała, przez większość czasu mieliśmy za dnia temperatury ponad 20C, a i ponad 30C się w słońcu zdarzało.
Każdego dnia moczyliśmy się też w hotelowych basenach i łącznie zajęło nam to ponad 16h! Licząc po cenach warszawskich (30min za 20zł za 3os), to trochę by to nas kosztowało.

Zadziwiły nas na pewno tłumy gości hotelowych na święta jak i na majówkę, a zwłaszcza tabuny dzieci. Do tej pory zawsze, gdzie byliśmy, były pustki, ale nie tu.

Teraz pora na wakacje, ale gdzie i kiedy, to się dopiero okaże…

Powrót do domu

Rano wita nas wiatrem i deszczem i temperaturą dodatnią (aż 4 stopnie na plusie!). Zbieramy się powoli. Gdyby nie mały kaowiec, który chciał zjeść śniadanie, to chyba byśmy nie wyszli z pokoju…

Najedzeni sprawnie znosimy nasze graty do auta. Niestety wczorajszy zakup helikoptera powoduje pewne utrudnienia w pakowaniu. Jakoś dajemy sobie z nim w końcu radę – choć na niektórych zakrętach lata po całym samochodzie.

W domu meldujemy się około 16.00.

Podsumowanie wkrótce.

Wojskowa majówka

Dziś wybraliśmy się do pobliskiego Mrągowa (dzielnica Nikutowo) na imprezę przygotowaną przez organizację Szwadron. Na początku odbył się pokaz czołgu, niestety kierujący nim żołnierz nie okiełznał maszyny i doszło do wypadku. Jak dla nas to był prawdziwy „crash tank”.

Na miejscu od razu pojawiła się OSP z Mrągowa, lecz jej stary sprzęt pozostawiał wiele do życzenia. Na szczęście po chwili przyjechały też dwa zastępy straży i od tego momentu akcja przebiegała sprawnie. Na naszych oczach rozcięto ten samochód na części.

Po uratowaniu stracha na wróble, który okazał się kobietą, można było przystąpić do dalszej części imprezy – jedzenia grochówki i jazdy wybranym pojazdem wojskowym. Szymon oczywiście był chętny na czołg, lecz niestety jego wiek i wątłe ciało uniemożliwiły nam jazdę.
Wybraliśmy więc stateczniejszy pojazd.

Po odbytym w ryku silnika i tumanach kurzu przejeździe po torze motocrossowym nie udało nam się powstrzymać młodego wojaka przed przejazdem następnym wojskowym potworem…

Wymęczeni, brudni, ale bardzo szczęśliwi wróciliśmy do hotelu.
Cóż, najwyższy czas się pakować – jutro wracamy do domu.