Grudzień 2008 archive

Ostatni długi dzień…

Udało nam się wstać rano i nawet sprawnie wyjechać w kierunku na „Horni Miseczki”. Pośpiech był wskazany, bo chcieliśmy załapać się na górny parking (zawsze 4km chodzenia mniej). Po drodze odkryliśmy, że znaki pozwalają na jazdę z łańcuchami, więc w powrotnej drodze to przetestowaliśmy.

Parking górny ledwo zdobyty, ale jednak nasz. Niby wyjechaliśmy wcześniej, a byliśmy na miejscu tylko 7 minut wcześniej niż rok temu :). Pogoda super, piękne słońce, wydawało się, że ciepło, bo w słońcu około 0C. Na początku powoli i ostrożnie pokonywaliśmy trasę, bo te chyba do łatwych nie należą (ale za to widoki są super.) W planie mieliśmy „turystyczny okruh”, który miał mieć 15km, ale jeszcze nie będąc w połowie, mieliśmy już na liczniku 7,5km, więc postanowiliśmy wracać po własnych śladach. Po południu zrobiło się dużo chłodniej (choć temperatura na parkingu była niby tylko -5C). Całe żarełko, które mieliśmy ze sobą, zniknęło w naszych brzuchach. Robiło się coraz ciemniej, ale do auta dotarliśmy o czasie cali i zdrowi. Trzeba było tylko założyć łańcuchy na koła (na równym parkingu w pracy było dużo łatwiej) i w drogę. To jest to, wreszcie auto normalnie reagowało na gaz i hamulec, a i prowadzenie na zakrętach było łatwiejsze przy większych prędkościach. Niestety nie ma róży bez kolców – auto z łańcuchami hałasuje i trzęsie. 🙂 Po jakichś 20km wreszcie trafiliśmy na drogę, gdzie można było je zdjąć i po chwili byliśmy już w domu.
Na kolację wybraliśmy włoską knajpę, gdzie objedliśmy się jak spaślaczki 🙂 Oczywiście głównie kluchami ;-)) Wydaliśmy jak na taki ogrom jedzenia mało (tylko 750Kc). Teraz siedzimy w domu i czekamy do północy – może jakoś dotrwamy…

dzien07

 

W Libercu

Dziś, zgodnie z założeniami, pojechaliśmy do Liberca na zakupy. Jak pewnie nie wiecie nasz dzisiejszy punkt docelowy jest organizatorem lutowych Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym i trzeba przyznać, że to widać. Wreszcie zabrali się za centrum miasta, tylko śniegu brak… No ale do 18.02 mają jeszcze trochę czasu.
Nasze dzisiejsze zakupy można by podsumować jednym słowem – Szymek. Udało nam się kupić: kołderkę z Krecikiem, „obsuszkę” z Krecikiem (ręczniczek po kąpieli), kocyk do fotelika z wodnikiem szuwarkiem, zabawki, miarkę oraz magnesy z całą ferajną Krecika. Dodatkowo dla siebie upolowałem kalendarz z Krecikiem i Myszką, a Mysz kupiła sobie ciążowe spodnie, bo Szymek na wyjeździe szybko zwiększa objętość brzucha mamy.
Drugą, bardziej przyziemną część zakupów, zrobiliśmy w Intersparze, w którym mają bardzo dobrą knajpę, a właściwie taki polski bar mleczny.
W drodze powrotnej do domu zrobiliśmy rozeznanie, gdzie by tu dalej na narty jeździć i przy okazji auto pokazało, że ABS działa bardzo dobrze na lodzie i śniegu. Tak czy siak stan lokalnych dróg jest na tyle dobry że jeszcze łańcuchów nie używaliśmy.
Jutro na narty, a wieczorem „balujemy”…

PS
Temperatura u nas -5 w cieniu i słonecznie 🙂

Link do producenta krecikowch zabawek i innych różności.

Na przyszłość (dla babć)

Dziś znowu było zimno (-11C) i słonecznie, a że wstaliśmy odpowiednio wcześnie, to dojechaliśmy na Jizerkę autem i podglądaliśmy na przykładzie Czechów, jak „to” się robi :). Potrzeba:
* Szalonych rodziców jak my, czyli załatwione.
* Zimy i śniegu – też do zrobienia.
* Potomka – na przyszłą zimę będzie jak znalazł.
* Koczarka na płozach – cóż, trochę kosztuje, ale podpatrzyliśmy czeskie „know-how”.
Uprzedamy więc, że też tacy będziemy. Szymek, mając możliwość, będzie z nami biegał, jeździł i szalał. Na początku w koczarku, nosidełku, a pewnie w wieku 2 lat dostanie narty i będzie na sznurku za rodzicami człapał. I skończy jak wszyscy z własnymi kijami :). Co gorsza, też będziemy dla Szymka bezwzględni w stosowaniu zasady: „jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz, a i tak nikt cię nie podniesie”, bo jak widzielismy to się sprawdza.
Wracajac do nas, to sobie spokojnie, powoli, lecz jednostajnie poczłapaliśmy przez 12km w pięknych zimowych klimatach Jizerki.
Po południu wyskoczyliśmy na chwilę do zapchanej ludźmi Szklarskiej Poręby – dobrze, że codziennie nie musimy stać w korkach „do” jak i w samej miejscowości.
Wieczorem dorwaliśmy kolejną knajpę i mamy teraz wielkie brzuszki.

PS
Jutro dzień bez nart, jedziemy na zakupy do Liberca.

dzien06

Na Jizerce

Po „wspaniałych” mistrzostwach Polski w biathlonie udaliśmy się sami pobiegać.
Dziś padło na Jizerkę, niestety, a może i stety już w Horni Polubny miejscowa straż miejska kierowała ruchem na pozostałe wolne parkingi. Co ciekawe, od tych parkingów prowadził wytyczony ratrakiem ślad na samą Jizerkę. No i tak poczłapaliśmy sobie w znanym nam z zeszłego roku kierunku. Pogoda dopisała, trasa raczej też, ludzi od groma. Na miejscu zjedliśmy co nieco i postanowiliśmy, nie szalejąc, wracać do auta.
Przy samym końcu naszej dzisiejszej wędrówki była sobie górka… Mysz zeszła bezpiecznie z aparatem, Kret miał zjechać… Fantazja go jednak poniosła :D. Ale cóż, nadal żyję i jestem o,dziwo w jednym kawałku. Narty całe, tylko kijki… już nie są idealnie proste 😀
Noc będzie zimna, bo gwiazd na niebie że hoho.

dzien05a

Mistrzostwa Polski w biathlonie

Pogoda zrobiła psikusa i od rana było słonecznie i mroźno -11,5C.

Z trudem wstaliśmy, ale już o 9.30 udało nam się wyjechać z campingu i jeszcze bez problemu znaleźć miejsce parkingowe w Jakuszycach. Jak na mistrzostwa Polski, to kibiców brak… bo rodzin zawodników i nas nie liczymy. Przed startem podziwialiśmy zasadę działania sznurków na strzelnicy (szkoda pisać). Start był tak umieszczony, aby przypadkiem kibice za dużo nie widzieli. Następnie zawodnicy poszli w las i gdy już pokazali się na strzelnicy, to z niewyjaśnionych przyczyn biegli dalej na kolejne kółko (?). Dla niewtajemniczonych: w Jakuszycach jest od metra śniegu i można było wytyczyć dowolnie trasę, by zawody dla kibica miały ręce i nogi.
Oczywiście o jakichkolwiek meldunkach z trasy nie było mowy, a gdy wreszcie zawodnicy pojawili się na strzelnicy, to należało mieć dobre oko, ołówek i kartkę papieru, by stworzyć sobie jako taką klasyfikację. Chyba wygrał Tomasz Sikora, bo:
* – strzelał bezbłędnie.
* – bieg wyglądał na najszybszy ze stawki.
Nie wiemy, który dotarł na metę, bo tam też nie było żadnych informacji, a sama meta była szczelnie odgrodzona od kibiców.
No i tak oto pięknie wyglądały mistrzostwa Polski w biathlonie…
Aha, na miejscu była też telewizja „TVP 3”, ale jakoś im się z niczym nie spieszyło. Zaczęli rozstawiać się w trakcie zawodów, a po biegu mężczyzn nadal debatowali w knajpie, gdzie by tu ustawić kamery…

dzien05

Leniuchowanie

Dziś rano znowu było -4C.

Po wczorajszym zrobiliśmy sobie leniwy dzień. Powolne wstawanie, długie śniadanie i wreszcie poszliśmy na spacer.
Pozwiedzaliśmy miasto, zobaczyliśmy skocznię i wodospad, gdzie zjedliśmy co nieco i wróciliśmy do domu spać.
Wieczorem ruszyliśmy na obiad na miasto, a przy okazji posiedzieliśmy trochę w sieci.
Jutro po wielu bojach z uzyskaniem jakże tajnej informacji o godzinach zawodów, popolujemy na naszą kadrę biathlonową podczas mistrzostw Polski.

dzien04

Telefon

Dziś rano było tylko -4C i nie dość, że nie wiało, to i słońce było widać. Zapowiadał się fajny dzień…

Po śniadanku ruszyliśmy na miasto zrobić małe zakupy i okazało się, że market w Harrachovie prowadzą jacyś „Chinole”. He he, co za świat.
Bieganie zaczęliśmy dziś dopiero o 12.20, co nie okazało się za szczęśliwe. Na początku było aż za przyjemnie, ale … zamknęli nam trasę, którą chcieliśmy iść. Na nieszczęście „objazd” prowadził przez schronisko, więc się nim udaliśmy. Cóż, ślad robiony ratrakiem kończył się jakieś 1500m od schroniska, ale nam to nie przeszkadzało, bo mieliśmy jak nieść narty.
Posileni zupą postanowiliśmy dokończyć trasę wg. pierwotnego planu… Niestety. Najpierw było podejście z buta, na którym pojawił się ślad robiony skuterem i psie zaprzęgi. Gdy wreszcie dało się iść na nartach, to okazało się, że jesteśmy w mega zupie (mgle), ale wtedy było jeszcze jasno. Dopiero w kopalni kwarcu okazało się, że ta zupa + ciemność uniemożliwiają nam bezpieczny zjazd w dół. No i musieliśmy ruszyć z buta 🙁 Po jakimś czasie zaczęli mijać nas ufocy (narciarze z czołówkami). Trochę to jeszcze trwało, zanim postanowiliśmy wziąć z nich przykład. Jak na złość, w czeluściach plecaka zagubiłem latarkę (bo że była tam, okazało się w domu). Na szczęście pod ręką znalazła się komórka (SE 550i), a wbudowana w nią latarka jest naprawdę mocarna! Od tego momentu droga do domu stała się prostsza i dużo jaśniejsza :).
Do auta dotarliśmy chwilę po 18.00 i już po 4km byliśmy w ciepłym domku.
Wieczorem jak zwykle napadliśmy knajpę (pełna ludzi). Teraz wypoczywamy do góry Szymusiem.

PS
temp w ciągu dnia wynosiła -7C, a dystans pokonany przez nas dziś to ok. 20km.

dzien03

Boże Narodzenie

No i pierwszy dzień polskich świąt za nami. Piszę polskich, bo tu jest jednak trochę inaczej.

Jeśli juz sklepy są zamknięte, to 24 i 25 grudnia. Jutro normalnie byłaby praca, no ale Czesi zrobili sobie długi weekend. U nas w Harrachovie świąt nie ma, tzn. wszystko jest otwarte normalnie (sezon zimowy w pełni).
Wracając do naszego wyjazdu, całą noc padało śniegodeszczowo i śniegowo, więc rano odkopywałem samochód. Trochę to trwało, zanim 1cm warstwy lodu i 5cm śniegu odpadło.
Pogodę zapowiadali ciepłą (-3) i słoneczną… Było -6, odczuwalne z -15, bo wiatr wiał, a śnieg padał cały dzień.
No ale nie po tych 500km przejechaliśmy, żeby siedzieć w domu – na nartach byliśmy i ok 15km zrobiliśmy. Ludzi, jak na świąteczny dzień sporo, a jutro, jak się uda, zobaczymy jak T.Sikora strzela i biega 🙂
Co do nart, to jesteśmy na tak, choć trochę techniki przez rok się zapomniało… W domku naszym gorąco, bo mamy taki gazowy kominek i chętnie z niego korzystamy.dzien02

Wigilia

Dziś od rana załatwialiśmy pilne sprawy:

* – Piec w domu (jak się tego używa?),
* – Kartę prepaid, która da nam Internet,
* – Małe zakupy na najbliższe dni.
Wszystko załatwione pozytywnie. Starczyło jeszcze czasu na mały, co nie oznacza, że krótki, test nart i nowej hybrydy biegacza 🙂
Teraz jemy wigilijną kolację, rozpakowujemy prezenty (ten najważniejszy nadal zapakowany – do kwietnia), za oknem zima, śnieg pada i pada…
Jutro szalejemy we troje.

dzien01

Juz na miejscu

Zgodnie z oczekiwaniami zima i my jesteśmy na miejscu. Na dziś wystarczy, ale już od jutra szalejemy.