Category: Wyjazdy urlopowe

Podsumowanie

  • 80 000 ludzi na koncercie w Pradze,
  • 1920km przejechanych autem,
  • 1000 zrobionych zdjęć,
  • 57 km przeszliśmy po górach,
  • 37,8 km/h prędkość Szymona podczas zjazdu hulajnogą,
  • 6 km przejechane rowerami,
  • 3 na tylu kempingach spaliśmy,
  • 2 kraje odwiedzone

Koszty:

  • 2000 Posiłki i zakupy,
  • 1100 Paliwo i opłaty drogowe
  • 900 Inne wydatki
  • 850 Noclegi (pola kempingowe)
  • 800 Bilety na koncert (kupione w 2018)
  • 450 Zwiedzanie

Powrót

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Dziś była kolejna noc z serii bez ogrzewania ani rusz. Po 10:00 wyruszamy w kierunku domu. Omijamy Zakopane, Kraków i jedziemy przez Nowy Sącz, boczne drogi i docieramy do Jędrzejowa. Tu już jest z górki przed 19 jesteśmy w domu.

 

Przełom Hornadu

Dziś miała być dobra pogoda… padało od rana. Na szlak weszliśmy jako nieliczni po 11:00. Miało to swoje plusy, bo byliśmy praktycznie sami. Przełom jako szlak jest sam w sobie mało wymagający, ale wcześniejszy deszcz przesunął skalę trudności na lvl hard. Miejscami musieliśmy się sporo napocić, by nie skorzystać z usług miejscowego ubezpieczenia. Na szczęście z biegiem dnia się trochę wypogodziło. Chcieliśmy przejść całą trasę, ale w 2/3 postanowiliśmy zawrócić. Po chwili zaczęło padać, co tylko potwierdziło dobrą decyzję. Wracając, zjedliśmy obiad na ranczu i wybawiliśmy się na miejscowym placu zabaw. Na kempingu dopchaliśmy się gorącą czekoladą. Po dojściu do przyczepy padliśmy (za wyjątkiem Szymona, który udowodnił innym dzieciom, że zjazd na hulajnodze powinien odbywać się zawsze z odpowiednim zabezpieczeniem. Jego naśladowca zakończył przejazd w połowie trasy i była potrzebna pomoc medyczna).

Teraz musimy się spakować przed jutrzejszą podróżą do domu.

Wąwóz Piecky

Dziś miało strasznie padać, dlatego wybraliśmy krótką trasę – Piecky. Najpierw pojechaliśmy autem do innego wejścia, by po chwili rozpocząć zwiedzanie wąwozu, którego główną atrakcją były wapienne białe kamienie i ponad ośmiometrowe drabiny. Pogoda się nie sprawdziła i szliśmy pustym jarem w słońcu. Drabiny na trasie okazały się wysokie i wymagały silnej woli, by je pokonać. Po dotarciu do końca wąwozu musieliśmy wrócić do auta. Nie jest to łatwe, gdy droga jest monotonna i nic się nie dzieje. Pod koniec zaczęło padać. Na szczęście byliśmy prawie na parkingu. Tym razem wycieczka miała 12 kilometrów i trwała 4 godziny, pokonaliśmy prawie 500 metrów w pionie.

W wielkim deszczu dojechaliśmy autem do Popradu, gdzie zrobiliśmy małe zakupy i wróciliśmy na kemping. Tu zjedliśmy wielki obiad. Po nim syn się prawie godzinę trampolinował, a my – odpoczywaliśmy.

Sucha Bela i Velki Kysel

Noc na kempingu była zimna, skoro nad ranem uruchomiłem ogrzewanie w przyczepie. Na szczęście potem wyszło słońce i można było zacząć budzenie się do życia😉 Zwiedzanie Słowackiego Raju zaczęliśmy od wąwozu Sucha Bela (2h szybkim marszem), następnie udaliśmy się do Klastoriska (niestety schronisko jest tam zamknięte). Po krótkiej przerwie poszliśmy dalej do wodospadu Obrovskiego (to był wymagający odcinek trasy). Dalej odbiliśmy na mało uczęszczany Wielki Kysel – po ponad godzinie marszu dotarliśmy na Glac pod Małą Polaną, a po 10 minutach doszliśmy wreszcie do miejsca, gdzie można było pożyczyć rowery i przejechać ponad 6 km po szutrowej drodze na kemping.

Podsumowując:

Ponad 16km marszu, kilkadziesiąt drabin, klamerek, łańcuchów, lin i kratownic. Ponad 800m wspinaczki w pionie i na koniec ponad 6km zjazdu rowerem z 1000m n.p.m. na 500m n.p.m. Łącznie ponad siedmiogodzinna wycieczka zakończona wielkim obiadem 😉

Słowacki Raj

Dziś mieliśmy wjechać kolejką na Chleb, niestety od rana padało. Koło 11.00 na chwilę przestało, więc szybko się zwinęliśmy i po 150km dojechaliśmy do raju 😉 Kemping Podlesok fajny, plany na kolejne dni już są.

Szymon odkrył kolejną pasję – zjazdy wyczynową hulajnogą. Na razie udało mu się uzyskać prawie 38km/h…

 

Janosikowe Diery

Dziś przeszliśmy ponad 12km szlakami po Janosikowych Dierach w Małej Fatrze. Są to malownicze wąwozy z rwącymi potokami, okraszone drewnianymi mostkami, klamerkami, łańcuchami i długimi drabinami. Podobno to takie Tatry w miniaturze.

Później zjedliśmy pyszne pizze i na kempingu mieliśmy wypoczywać. Niestety Szymon o tym zapomniał i testował czas przelotu hulajnogą na dystansie 1500m… Na dziś skończyło się na 5 minutach i 13 sekundach.

PS.W kole zagościł wkręt i dlatego uciekło powietrze. Za 6EU pan w warsztacie rozwiązał problem.

Relokacja – Słowacja

Udaje nam się chwilę po 9:00 opuścić kemping. Ze 30 minut trwa, nim przebijemy się przez Pragę i potem do Brna ma być przyjemnie autostradą. Niestety te cudowne płyty betonowe, jak nie remont, to wypadek… Do Janosikowych Dier docieramy po 16:00. Na kempingu odkrywamy, że lewe tylne koło ma flaka 🤨 Po południu wracamy do Ziliny na zakupy, a wieczorem grillujemy w jesiennych temperaturach.

 

 

Praga…

Rano po koncercie wcale nie jest rano 😉. W końcu jednak zbieramy się i jedziemy komunikacja na Hradczany, niby przy wejściu każdego kontrolują ale wnieść wiele można. Chcieliśmy wejść na wieże katedry i złotą uliczkę, ale nie da się tak. Trzeba kupić pakiet za ponad 15eu od głowy na wszystkie „atrakcje”. Zniesmaczeni idziemy na most Karola. Nadal go nie umyli 😉, potem z tłumami idziemy falą na starówkę. Na szczęście muzeum lego jest trochę z boku. Fajne zestawy, ale mogło by być większe. Sklep Lego dla hobbystów z grubym portfelem (do cen z AT się nie umywa). Potem coś jemy, gdzieś się włóczymy. Trafiamy do olbrzymiego zabawkowego, dalej chcemy wjechać kolejka na wzgórze z wieża Eiffla w miniaturze. Niestety nie wiadomo czemu kolejka jest zamknięta. Wracamy na oparach biletu 24h na kemping grillować.

Praga

Po 9h jazdy (z postojami), docieramy do Pragi. Po zakwaterowaniu się na kempingu (ostatnie wolne miejsce), ruszamy w miasto. Kemping znajduje się w okolicy zoo, mimo to poszliśmy na Stare Miasto na piechotę. Miasto coś jak Kraków tylko chyba jeszcze więcej ludzi 😁 Prawie 10km spacer podczas którego jemy dobry obiad (w tym jedną pizze gratis) kończymy po 23:00