Category: Wycieczka

Wycieczka do Pomiechówka

.Jedyny ciepły dzień tegorocznej majówki.

Wrzosowisko Mostówka

Krótka wycieczka do lasu pod Warszawą

Mniszew i Wisła

Zrobiliśmy sobie aktywną wycieczkę. Upał był nie do zniesienia, więc wybraliśmy auto. 45km i ponad godzina jazdy (cóż drogi od Mysiadła są takie same jak 20 lat temu). Skansen militarny w Mniszewie ciekawy. Następnie udaliśmy się nad Wisłę. Po pokonaniu wału zaczęliśmy zdobywać bród 😉 Woda o dziwo przyjazna i jak na ta porę roku bardzo ciepła. Szkoda że mnie mieliśmy pontonu bo wpadlibyśmy na grilla do znajomych ze Skurczy. Powrót zrobiliśmy sobie przez Warkę i chyba już wiemy co będziemy robić pod koniec maja.  Spływ Pilicą mocno kusi.

Dynamiczny Berlin

Pomysł pojawił się nagle, podczas rozmów z Sergiem, że jedzie na IFA (targi elektroniki). Szybka decyzja, polowanie na hotel i w piątek po 17.00 wyjechaliśmy na Berlin. Łatwo nie było, najpierw objazd A2 z powodu wypadku, potem średnia pogoda, tłumy pojazdów, mecz w radiu (nasi przegrali 3:1 z GER). No ale wreszcie po 0.00 przyjechaliśmy. Automat w hotelu wydał nam klucze (elektroniczne) i poszliśmy spać. Ranek zaczęliśmy po 8:00, a po 9:00 już jechaliśmy do centrum. „Wyrzuceni” na Alexanderplatz zaczęliśmy zwiedzanie, o 10:00 wjechaliśmy na wieżę TV z prędkością 6m/s. Cena za tę przyjemność wysoka, ale widoki bardzo fajne – WARTO było wydać 50EU. Następnie po zakupieniu biletu grupowego na komunikację miejską, wsiedliśmy w metro U8 i pojechaliśmy obejrzeć Flakturm Humboldthain ( pozostałości obrony przeciwlotniczej Berlina z czasów WWII ). Kolejna fajna atrakcja, dodatkowo mieści się w bardzo ciekawym parku. Jest tu też rozarium i coś na kształt ogrodu chińskiego. Kolejna „atrakcja” to galeria Knauchof, gdzie trafiliśmy na atak Star Warsów Lego, my natomiast udaliśmy się po Playmobile. Wyszliśmy o 80EU biedniejsi, ale za to największą torbą 😀 Następny punkt naszego planu to przejazd piętrowym autobusem pod Bramę Brandenburską, niestety przygotowania do turnieju skoków o tyczce uniemożliwiły zrobienie fajnych fotek. Potem pieszo doszliśmy do miejsca, gdzie był bunkier Hitlera. Kolejny punkt wycieczki to Plac Poczdamski i szukanie sklepu Lego 😀 . Zapomnieliśmy jak tam wejść (tzn wejść do wyjścia) . Sam sklep tym razem rozczarował asortymentem. Po przerwie na jedzenie pojechaliśmy w kierunku zoo. Tym razem obejrzeliśmy kościół pamięci i fontannę, która jest na tym samym placu. Do aquarium nie dotarliśmy, bo Szymon chciał do zoo. Tu trochę oglądaliśmy, trochę się bawiliśmy i zdzwoniliśmy z naszą „taxówką”. Złapał nas też deszcz, ale uciekliśmy do nowego pawilonu papug.  Na koniec pojechaliśmy metrem U12 pod Stadion Olimpijski, gdzie po 18:00 przyjechało Taxi i zabrało nas… na zakupy 🙂 .

W Wildau (A10 Center) byliśmy przed 19.00, zjedliśmy (każdy co innego), zrobiliśmy małe zakupy w Realu i chwilę po 20.00 wyruszyliśmy w drogę do Warszawy. Pod domem byliśmy ok. 0.45.

Kopalnia soli w Bochni i powrót do domu

Można powiedzieć że ostatniego dnia się wyspaliśmy. Wstaliśmy o 8:30, pakowanie, śniadanie i już ok 10:40 opuszczamy Novotel City West w Krakowie. Ostatni punkt wycieczki Bochnia – kopalnia soli, to tylko 50km jazdy samochodem (wreszcie większość po darmowej A4). Na miejsce dotarliśmy o 11:20 i już wydawało nam się że czeka nas 50min czekania na zwiedzania, ale okazało się że możemy dołączyć do grupy z 11:15 Zwiedzanie kopalni rozpoczęło się od wywiezienia grupy busem do innego szybu. Tam podzielenie na 5os podgrupy zostaliśmy zwiezieni 176m w głąb ziemi. Zwiedzanie kopalni trwa 4h !! jest bardzo multimedialne i męczące, mimo wsparcia podziemnej kolejki i żeglugi solankowej.

Po 15 wyruszamy wreszcie do Warszawy, najrozsądniejszą droga wydawała się ta przez Kielce i Radom. Niestety to były złudzenia, co z tego że tylko 300km jak do Kielc jest jedzie się po samych lokalnych dziurach (i to często bez żadnej przenośni), odcinek Kielecki rozpoczynał się  co prawda S7 ale to było tylko 10km, dalej był piach i pobocze bo budują resztę S7. Za Radomiem mimo s7 nie było dużo lepiej bo już przed Tarczynem utknęliśmy w korku (roboty w Jankach). Długo nie myśląc odbiliśmy na … A2 przez Pruszków. W domu byliśmy po 5h jazdy (z jedną 10min przerwą za Radomiem).

Ze śladów GPS wynika że szybciej (mimo że dłużej o 80km) było by jechać przez Kraków – Katowice – Częstochowę. I pewnie spalanie było by jeszcze niższe. :/ Łącznie w weekend spędziliśmy w aucie 10h (4,5 + 0,5 + 5h) i przejechaliśmy 760km

 

k0401 k0402 k0403 k0404 k0405 k0406

Dzień drugi w Krakowie – śladami legend

Dzisiaj z rana pojechaliśmy na Wawel. Zaczęliśmy od wdrapania się na Wzgórze Wawelskie i zglądania straganów (Szymon kupił sobie hełm rycerza i miecz). Obejrzeliśmy ziejącego ogniem smoka, po czym poszliśmy zakupić bilety na zwiedzanie. Ludzi, wycieczek – tłumy. No ale co nam zostało. Zwiedzanie skarbca i zbrojowni mieliśmy za godzinę, to poszliśmy zobaczyć Katedrę z grobami zasłużonych władców i Polaków oraz Dzwon Zygmuntowski. W niej panował po prostu permanentny tłok (szkoda że w PL nie potrafią wpuszczać zwiedzających falami, by dało się coś obejrzeć, nie będąc zgniatanym). Potem poszliśmy na Zamek Królewski. Skarbiec i zbrojownia… szkoda pisać. Niestety już trochę w Europie zwiedziliśmy /np. zbrojownię w Grazu/ i przez to mamy problemy. Czemu nie można robić zdjęć (bez lampy), czemu nie ma multimediów, czemu wszystko jest za szybami, pod alarmami, wyczyszczone, odnowione, że czuć tylko chemię? Na koniec zwiedzania Wawelu przeszliśmy w dół 80 schodków, by znaleźć się w Smoczej Jamie. Następnie strudzeni poszliśmy do pobliskiej restauracji „Pod Wawelem” z „kulkownią” dla dzieci. Szymon się wyszalał, a my odpoczęliśmy na tyle, że mogliśmy ruszyć na dalsze zwiedzanie.  Pojechaliśmy komunikacją miejską przez Salwator obejrzeć Wioski Świata – park edukacji globalnej. Można tam było zobaczyć chatę peruwiańską, igloo, jurtę mongolską czy wioskę indiańską. Po krótkim odpoczynku wróciliśmy do centrum. Pod Sukiennicami szukaliśmy noża z legendy o dwóch wieżach na Kościele Mariackim (z sukcesem!). Szymon wypomniał mi, że nie znaleźliśmy czakramu na Wawelu, a przecież poprzedniego wieczoru czytaliśmy o nim legendę. By uzupełnić braki w edukacji, wysłuchaliśmy hejnału z Wieży Mariackiej i ruszyliśmy nadprogramowo poznać ołtarz Wita Stwosza. Potem spędziliśmy dłuższą chwilę przy wieeelkich bańkach, z którymi syńcio tańczył. Następnie w Sukiennicach pod pozorem poszukiwania książki zakupiliśmy rycerską tunikę i pochewkę na miecz. Szymonowi udzieliła się magia miasta o stu legendach. Karmiąc bułką gołębie na Plantach, zastawiał się, czy pod ich postaciami nie kryją się rycerze Henryka Pobożnego. Prawdopodobnie obecnie Szymon znal lepiej legendy krakowskie niż warszawskie.

k031

DCIM100GOPROk033DCIM100GOPRO

DCIM100GOPROk036

 

 

 

Krakowski rycerz

Dziś Szymonek zakupił sobie pod Wawelem oraz w Sukiennicach elementy ekwipunku rycerskiego. Nasz rycerz prezentuje się teraz tak:

2015-05-23 19.19.03

Zaczyna właśnie przygotowania do turnieju rycerskiego.

Kraków – pierwszy dzień zwiedzania

Zgodnie z planem wstaliśmy rano i po napchaniu się śniadaniem, udaliśmy się hotelową taxówką do centrum. Szybki zakup 48h biletów i już walczyliśmy z komunikacją miejską Krakowa. Nie ma jak awaria tramwajów i objazdy. Na szczęście w telefonie można szybko odnaleźć drogę :). Zwiedzanie zaczęliśmy od Muzeum Lotnictwa Polskiego – dojście straszne, ale muzeum bardzo fajne, interaktywne i z wizją. Udało nam się podłączyć pod wycieczkę z podstawówki i dzięki temu zwiedziliśmy wnętrze Jaka 40. Następnie poszliśmy przez parki do Ogrodu Doświadczeń im. Stanisława Lema, gdzie zwiedzanie rozpoczęliśmy od posilenia się goframi i naleśnikami. Potem spędziliśmy kilkadziesiąt minut na próbowaniu 65 interaktywnych eksperymentów rozmieszczonych w parku. Dodatkowo Szymon został chomikiem i uskuteczniał Zorbing. Po wszystkim zmęczeni ruszyliśmy na Stare Miasto. Niestety na Floriańskiej trafił się sklep z Lego :/ . Potem była pizzeria, ale pizza i sos zbyt austriackie (czosnek), nie za bardzo nam smakowały. Rynek zaskoczył nas tłumami ludzi i straganów. Naszukaliśmy się też muzeum  Podziemia Rynku Krakowskiego – wejście jest w Sukiennicach na przeciwko kościoła Mariackiego (obok fontanny). Muzeum ciekawe, ale brakuje czegoś, co pozwalałoby się odnaleźć (może wersja z przewodnikiem jest lepsza?). Za to multimedialny teatrzyk o smoku – super.  Zmęczeni postanowiliśmy wracać do hotelu. O ile Planty były planowane, to Błonia i Park Jordana już mniej 😛 . Byliśmy też pod stadionem Wisły. Na koniec przez tereny studenckie wróciliśmy pieszo do hotelu.

Kraków to już nie to miasto, jakie pamiętamy. A nasza podróż wielokulturową mieszaniną języków i intensywnością zwiedzania przypomina wyjazd do Berlina… Z pokoju wyszliśmy dziś przed 10.00, a wróciliśmy po 20.00.

DCIM100GOPROkkr_podk023k022

k024

 

 

Wiosna w Krakowie

Zgodnie z planem chwilę po 17.00 wyruszamy. Niestety remont wjazdu na S8 się opóźnił o tydzień i musimy przebijać się przez Bemowo, by dotrzeć do autostrady. 20 minut później jesteśmy wolni od miasta, tyle że ruch na A2 do Ożarowa nie pozwala na jazdę szybszą niż 80km/h. Potem jest już lepiej.  Ok 19.30 zatrzymujemy się w Częstochowie (MC Donald) na małe jedzenie, by po 30 minutach ruszyć dalej. Niestety przed Katowicami zaczyna padać deszcz i prędkość jazdy spada. A4 + deszcz + noc to nie jest to, co uwielbiam najbardziej. No ale na 22.00 po 380km jazdy docieramy do hotelu. Jeszcze tylko 10 minut stania w kolejce do windy (dwa autokary turystów właśnie przyjechały z Balic) i już jesteśmy w pokoju na 8 piętrze z widokiem na Kraków. Wyspany w samochodzie syn wymusza na nas zwiedzanie Novotelu. Chce zobaczyć basen i pokój zabaw. Już po chwili poznajemy się z konsolą Xbox 360 kinect (gry komputerowe na ekranie 50″ telewizora, sterowane gestami i ruchami człowieka). Do pokoju wracamy przed północą… A jutro czeka nas śniadanie na 9.00 i o 10.00 taxi do centrum spod hotelu.

DCIM100GOPRO

Zakupy w Ostrawie

Jako że w tym roku z wakacji wracaliśmy wcześniej, to nie było jeszcze w sklepach jesiennych ubrań dla Szymona (a kupujemy je już od dwóch lat – spodnie są praktycznie nie do zniszczenia). Koniec sierpnia był napięty, ale skoro udało się wylać podłogę, to na początku września mogliśmy pojechać.

Wyjechaliśmy w piątek o 17 i już po 21 zameldowaliśmy się w hotelu. Jedynym problemem było jedzenie – w hotelu już była zamknięta kuchnia. Pojechaliśmy więc w miasto, ale albo źle trafiliśmy, albo co bo ani sklepów „całodobowych” , ani żadnych fastfoodów, no nic :/ Na dworcu uzyskaliśmy informację, że jest Tesco całodobowe, więc tam pojechaliśmy. Buły ze śliwką kupione, można wracać do hotelu.

Rano szybkie śniadanie (w cenie noclegu) i już o 9:30 jesteśmy w hucie Vitkowice. Kupiliśmy bilety (150Kc dorosły, dziecko free) i ok 10:00 wyruszyliśmy zwiedzać. Trasa ciekawa i szybko mijają dwie godziny. Trafiła nam się ładna pogoda, to i widoki z ponad 60m komina fajne. Mieliśmy jeszcze iść do U6, ale sobie odpuściliśmy – musimy jeszcze żywi do domu wrócić. Aha, w przyszłym roku (2015) trasa wycieczki będzie jeszcze dłuższa, a dodatkowo otwierają coś al`a „CNK w Warszawie”.

Teraz część zakupowa – Futurum Karolina, Avinion, Globus. Najważniejsze, że zakupy udane – syn ma spodni na cały rok, dodatkowo dwa softshelle i buty/trampki do wspinaczki. Burczok (czeskie żywe wino z tegorocznych zbiorów) też był 😀 .

O 16.00 jesteśmy na autostradzie w Ostrawie. Paliwa starczyło do Częstochowy i miało być tankowanie, ale jak to w PL bywa… stacji nie ma. Te wg GPSu są, a w zasadzie ich nie ma. A jak coś jest, to wygląda tak, że na pewno ON tam nie zatankuję. Cóż, dzięki wakacjom z przyczepą wiem, że nasza rezerwa jest olbrzymia. Dopiero za Piotrkowem jest shell. Tankujemy, jemy pizzę (w zasadzie syn, bo my się najedliśmy w Czechach smażaków w bułce).

Dalej jedziemy S8 i jak zwykle w PL nasi drogowcy przeszli samych siebie. Co nie no nawet nie można tego zakrętem nazwać – na każdym łuku drogi ograniczenie do 100km/h. Co najmniej 8 znaków na każdym łuku. Ktoś się nieźle na tym dorobił 🙂 .
(Edit po kilku dniach) : Ponoć łuki mają za wąski pas awaryjny, bo nie było pieniędzy na wykup ziemi, sprawdziłem polskie normy i wg nich tylko na autostradach stosuje się 3m pas awaryjny. Na „Skach” wystarczy 2,5m by było 120km/h.Oczywiście nie trzeba pisać, że te ograniczenia na łukach sobie, a 150km/h nocą bez problemu można na nich jechać. Widać będzie naście nowych fotoradarów na S8

W domu jesteśmy przed 20:00.