Category: Narty

Koniec sezonu narciarskiego

Weekendowe lekcje doskonalenia jazdy na nartach w sezonie 2018/2019 zostały zakończone. 12 spotkań (od końca października do końca lutego) szybko zleciało. Szymon zrobił ogromne postępy, nie do nadrobienia przez rodziców 😉 A w przyszłym roku ma wejść na tyczki i brać udział w zawodach. Na stok wracamy w październiku (jeśli się remont budynku nie przedłuży).

Muldy na trasie z małej kanapy

Zjazd z Łysej góry v2

Zjazd z Łysej góry

Wycieczka biegowa Studenov- Rokytnice


Miałam odnośnie dzisiejszego dnia trochę inne plany – zamierzałam zwiedzić nieodkryte trasy biegowe Harrachova. Pogoda spłatała nam jednak figla. Było tak ponuro i mgliście, że wybrałam zbadane tereny. Wjechałam orczykiem na Studenov, potem pobiegłam aż pod Certovą Horę i wróciłam do Studenova Janovą Cestą. Następnie wróciłam znajomą drogą przez Kostelną Cestę do Rokytnic. Niby było tak samo, a jednak dzięki pogodzie – zupełnie inaczej.

Mleko

Dziś nie było słońca, dziś wszystko było białe. Mimo to już o 10:00 siedzieliśmy w skibusie. 10 minut później bez kolejki wsiedliśmy na kanapę i po chwili zaginęliśmy w mleku. Nic nie było widać, jazda w czymś takim była sporym wyzwaniem. Na dodatek nad ranem spadło trochę śniegu i wszędzie robiły się muldy. Taka pogoda miała jeden plus – większość narciarzy została w domach. Nie było żadnych kolejek do wyciągów. Można było jeździć do woli – pod warunkiem że coś było widać. My dziś grzecznie jeździliśmy tylko po niebieskim, robiliśmy sobie przerwy na jedzenie a i tak zanotowaliśmy rekordową ilość przejechanych kilometrów – ponad 40. Jakaś godzinę przed zamknięciem trochę się poprawiło i można była na dole trochę poszaleć. Wieczorem w Harrachovie zjedliśmy stół z kopytami 😛

Trasa biegowa Horny Domky – Harrachov

Dzisiaj zaryzykowałam i udałam się z chłopakami do skibusa, a następnie orczykiem kanapowym na test nowej traski biegowej. Nadal dziwi mnie podjeżdżanie orczykiem na trasę biegową, ale tutaj to normalne zjawisko. Na stoku porzuciłam rodzinę i ruszyłam ostro pod górę. Było tak stromo, że kawałek drogi niosłam narty. Spotkałam też pędzącą z góry snowboardzistkę. Potem bardzo długo obchodziłam wkoło Plesivec (1210 m n.p.m.). Największym minusem dzisiejszej wędrówki było to, że całą drogę przebyłam praktycznie w cieniu. No i że szlak ciągle piął się do góry. Taka prawda, że w górach często jest pod górkę. Za to potem czekał mnie zasłużony łagodny zjazd widokowo-spacerowy wzdłuż wodospadu Mumlavskiego. Byłoby przyjemnie, gdyby nie przejmujące zimno. Potem w Harrachovie zastanawiałam się, czy nie wjechać kolejnym orczykiem na Cerną Horę, ale tym razem zrezygnowałam. To pierwszy dzień, kiedy nie niosłam nart, tylko ciągle na nich zjeżdżałam. Weszłam też wreszcie w lepszy pułap tlenowy i nawet Garmin mnie zaczął komplementować.

Kolejny dzień jazdy na nartach

Znowu wstaliśmy wcześniej, by dłużej jeździć. Dziś wyruszyliśmy we trójkę pustym skibusem. Dopiero po wjeździe krótszą kanapą rozdzieliliśmy się na zajęcia w podgrupach. Z synem pognaliśmy w dół, mama poszła w górę. Dziś eksplorowaliśmy trasy czerwone, która miejscami wydają się być łatwiejsze od niebieskich. A może to już obeznanie się ze stokiem fałszuje rzeczywistość. Na końcu czerwonej 5 FIS, jest fun park ze spiralą zakończoną tunelem i chopą… Jakoś przejechałem. Odkryliśmy tez na stoku budę z miejscowymi „kołaczami”. Dobre ciepłe i słodkie. Z mniej przyjemnych informacji, na czerwonej 3 prawie na samym końcu (bardzo stromym) zbieraliśmy sprzęt narciarza i wezwaliśmy Horską służbę, Pan już w tym sezonie raczej nie pojeździ. My po przyjeździe miejscowego „gopru” pojechaliśmy dalej. Szymon wreszcie zaliczył sekcje dwóch skoków bez podpórki, lata tez na chopie w lasku. Pod koniec dnia odkryliśmy inną wersję zjazdu 1 do kanapy. Czekając na skibusa sprawdziliśmy podsumowanie dnia – gps pokazał 38km przejechanych.

Jakuszyce

Dzień przerwy od nart zjazdowych wykorzystaliśmy na wizytę w Jakuszycach i małą rundkę po tutejszych trasach. Miało być 5km, wyszło ponad 12km. Dotarliśmy nawet na Samolot. To, co kiedyś wydawało się strasznym zjazdem, obecnie było lekkim ześlizgiem z górki… Najbardziej umęczyliśmy syna tą monotonią i ciszą Jakuszyc.

Po południu pojechaliśmy do Liberca na zakupy. Najważniejszy zakup – uchwyt do noszenia nart biegowych dla Szymona – zrobiony. Turystyczną trasę powrotną zafundowała nam nawigacja taką, że już prawie szykowałem łopatę i łańcuchy. Odkryliśmy też, czemu w Rokitnicach nie ma za dużo Czechów. Tutaj każda wioska ma własny stok z orczykiem i oświetleniem… szokujące.

Jutro Tata + syn wracają na stok 😉

Szymon nie che już mieszkać w Warszawie, wolałby zostać tu.

Kolejny zwyczajny weekend +

Zima trzyma, śnieg spadł więc weekendowych atrakcji w bród 😉 Dodatkowo mieliśmy dodatkowego podopiecznego na pół weekendu. Jeszcze jakby było mało, dowiedzieliśmy się że nasz Syn ma zapewne austriackie geny i jakby go postawić na czarnej ściance FIS to by sobie poradził… Potrzebuje na wczoraj przyśpieszony kurs narciarski, który przez dwa tygodnie zrobi ze mnie zawodnika klasy światowej i pozwoli na bezpieczne sprawowanie opieki podczas ferii.

Na poniższych zdjęciach zestaw weekendowych aktywności w naszej rodzinie: