Category: Wszystkie

Stacja grawitacja

Muldy na trasie z małej kanapy

Zjazd z Łysej góry v2

Zjazd z Łysej góry

Podsumowanie

1405km przejechanych autem
600 zrobionych zdjęć
151,8km na nartach (z czego ponad 87km w dół)
50km samotnie spędzonych na nartach biegowych przez żonę
40 razy użyliśmy wyciągu
39 nagranych filmów (ponad 3h do obróbki)
24km wspólnie spędzone na nartach biegowych
20h spędziliśmy na stokach

Koszty:

420EU nocleg
1200zł obiady i posiłki za dnia
800zł różne zakupy
4020Kc skipass na 4 dni dla 1+1
500zł paliwo
300zł inne wydatki

Huta szkła na koniec

Niestety wyjazd dobiegł końca i o 10 pożegnaliśmy nasz apartament skiface w Rokytnicach. Żeby nie spędzić całego dnia w aucie postanowiliśmy zwiedzić hutę szkła w Harrachovie. Przy zakupie biletów okazało się że przysługuje nam darmowe piwko w miejscowym browarze. Szału nie było, wolę pszeniczne. Następnie udaliśmy się na zwiedzanie muzeum i sklepu zakładowego, a na koniec wraz z przewodnikiem weszliśmy na teren najstarszej w Czechach huty szkła produkującej w większości szkło użytkowe na potrzeby wyrobów alkoholowych 😉 Bardzo szybko odkryłem że minąłem się z powołaniem. Hutnik pracuje 4h dziennie, po 4 dniach ma dwa dni przerwy a co najlepsze może pić piwo w pracy. Widok kufla piwa przy każdym stanowisku szokuje. Zwiedzanie bardzo ciekawe. Następnie trzeba było przebić się przez Jakuszyce i szklarską. Gdy już wydawało się że najgorsze za nami, w Bolkowie utknęliśmy na jakieś 40min bo były dwa wypadki jeden przed drugi za miastem. Na szczęście potem była s3, a4 a8 i o 15 byliśmy w Muchoborze na obiedzie. Po godzinie odpoczynku wyruszyliśmy w ostatnią cześć naszej podróży. 350km s8 i a2 szybko minęły (szczególnie że do wyboru są tylko dwie prędkości – prawy pas 90km/h i lewy pas 150km/h). sporo przed 19 dotarliśmy do domu.

Wycieczka biegowa Studenov- Rokytnice


Miałam odnośnie dzisiejszego dnia trochę inne plany – zamierzałam zwiedzić nieodkryte trasy biegowe Harrachova. Pogoda spłatała nam jednak figla. Było tak ponuro i mgliście, że wybrałam zbadane tereny. Wjechałam orczykiem na Studenov, potem pobiegłam aż pod Certovą Horę i wróciłam do Studenova Janovą Cestą. Następnie wróciłam znajomą drogą przez Kostelną Cestę do Rokytnic. Niby było tak samo, a jednak dzięki pogodzie – zupełnie inaczej.

Mleko

Dziś nie było słońca, dziś wszystko było białe. Mimo to już o 10:00 siedzieliśmy w skibusie. 10 minut później bez kolejki wsiedliśmy na kanapę i po chwili zaginęliśmy w mleku. Nic nie było widać, jazda w czymś takim była sporym wyzwaniem. Na dodatek nad ranem spadło trochę śniegu i wszędzie robiły się muldy. Taka pogoda miała jeden plus – większość narciarzy została w domach. Nie było żadnych kolejek do wyciągów. Można było jeździć do woli – pod warunkiem że coś było widać. My dziś grzecznie jeździliśmy tylko po niebieskim, robiliśmy sobie przerwy na jedzenie a i tak zanotowaliśmy rekordową ilość przejechanych kilometrów – ponad 40. Jakaś godzinę przed zamknięciem trochę się poprawiło i można była na dole trochę poszaleć. Wieczorem w Harrachovie zjedliśmy stół z kopytami 😛

Trasa biegowa Horny Domky – Harrachov

Dzisiaj zaryzykowałam i udałam się z chłopakami do skibusa, a następnie orczykiem kanapowym na test nowej traski biegowej. Nadal dziwi mnie podjeżdżanie orczykiem na trasę biegową, ale tutaj to normalne zjawisko. Na stoku porzuciłam rodzinę i ruszyłam ostro pod górę. Było tak stromo, że kawałek drogi niosłam narty. Spotkałam też pędzącą z góry snowboardzistkę. Potem bardzo długo obchodziłam wkoło Plesivec (1210 m n.p.m.). Największym minusem dzisiejszej wędrówki było to, że całą drogę przebyłam praktycznie w cieniu. No i że szlak ciągle piął się do góry. Taka prawda, że w górach często jest pod górkę. Za to potem czekał mnie zasłużony łagodny zjazd widokowo-spacerowy wzdłuż wodospadu Mumlavskiego. Byłoby przyjemnie, gdyby nie przejmujące zimno. Potem w Harrachovie zastanawiałam się, czy nie wjechać kolejnym orczykiem na Cerną Horę, ale tym razem zrezygnowałam. To pierwszy dzień, kiedy nie niosłam nart, tylko ciągle na nich zjeżdżałam. Weszłam też wreszcie w lepszy pułap tlenowy i nawet Garmin mnie zaczął komplementować.

Kolejny dzień jazdy na nartach

Znowu wstaliśmy wcześniej, by dłużej jeździć. Dziś wyruszyliśmy we trójkę pustym skibusem. Dopiero po wjeździe krótszą kanapą rozdzieliliśmy się na zajęcia w podgrupach. Z synem pognaliśmy w dół, mama poszła w górę. Dziś eksplorowaliśmy trasy czerwone, która miejscami wydają się być łatwiejsze od niebieskich. A może to już obeznanie się ze stokiem fałszuje rzeczywistość. Na końcu czerwonej 5 FIS, jest fun park ze spiralą zakończoną tunelem i chopą… Jakoś przejechałem. Odkryliśmy tez na stoku budę z miejscowymi „kołaczami”. Dobre ciepłe i słodkie. Z mniej przyjemnych informacji, na czerwonej 3 prawie na samym końcu (bardzo stromym) zbieraliśmy sprzęt narciarza i wezwaliśmy Horską służbę, Pan już w tym sezonie raczej nie pojeździ. My po przyjeździe miejscowego „gopru” pojechaliśmy dalej. Szymon wreszcie zaliczył sekcje dwóch skoków bez podpórki, lata tez na chopie w lasku. Pod koniec dnia odkryliśmy inną wersję zjazdu 1 do kanapy. Czekając na skibusa sprawdziliśmy podsumowanie dnia – gps pokazał 38km przejechanych.