Mycha

Author's posts

Bielański marsz NW „W Drodze Ku Wolności”

Tym razem wzięłam udział w wyścigu po dwutygodniowej infekcji i równie długiej kontuzji. Niećwiczone regularnie biodra dają o sobie znać, zwłaszcza po dłuższym biegu. Moja kategoria wiekowa była w tym roku wyjątkowo rozpięta – 30-45lat. Oczywiście podium zajęły zawodniczki ledwo co 30+ 😉 Znam je wszystkie z wtorkowych treningów. Mają przeszłość biegową, ciągle pływają,ćwiczą i trenują – taka z nich raczej wysportowana młodzież.

Byłam w swojej kategorii siódma. Do sukcesów zaliczam: niewywalenie się na trasie – niektórzy zaliczali dziwne upadki – oraz nieotrzymanie żółtej kartki. Szłam zgodnie z zasadami fairplay, raz nawet zostałam pochwalona za wzorcowy chód 🙂 A to na tym etapie najważniejsze. Oczywiście jak się zachowuje wzorcową technikę, nie zawsze da się zachować równie dobre tempo. Zwłaszcza jeśli widzi się tylu cyborgów dookoła, z dużo lepszymi warunkami naturalnymi do uprawiania nordicu – długimi rękami i nogami. Im przychodzi bez trudu to, co ja muszę wypocić i co muszę nadrobić za pomocą odpowiedniej techniki 😉

Dostałam też w pakiecie dodatkową porcję pokory. To, że na treningach często jestem w czołówce, nie oznacza, że nagle zacznę wygrywać. To, że jest się coraz lepszym, nie znaczy, że nie znajdą się dużo lepsi ode mnie. Może za kilka lat moja wytrwałość zostanie nagrodzona jakimś wyższym miejscem. Teraz widać to jeszcze nie to miejsce, nie ten czas.

Wakacyjne czytanie

Nie ma u nas wyjazdu bez jakiejś lektury przewodniej.W tym roku trudy podróży umilały dwie książki: Skrzynia władcy piorunów Marcina Kozioła oraz Wielcy podróżnicy.

Bilans dziesięciolatka

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Kontrola ortopedyczna

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Serwis zdrowotny cz.1

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Na Wiersze

Zgodnie z rodzinną tradycją w niedzielę wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Byliśmy w rezerwacie Mokre Łąki, gdzie mama zmoczyła but i pół łydki. Potem w Truskawiu wybraliśmy czarny szlak i zaczęły się podesty – jak to mówi syn, drogi przygodowe 🙂 Po drodze spotkałam znajomych z kijków. Czerwony szlak miał nas doprowadzić do mogiły powstańców styczniowych. Coś poszło nie tak, bo wylądowaliśmy na cmentarzu dla ofiar powstania, ale warszawskiego. Dopiero po drodze, nieco przez przypadek, odnaleźliśmy poszukiwaną wcześniej mogiłę. Ostry, piaszczysty zjazd zakończył się niemal w dwóch przypadkach na trzy ostrą wywrotką. Szczęśliwie wyszliśmy z tej opresji cało i wkrótce mknęliśmy przez pagórki do domu na obiad. Wyszło równo 30 km.

Echo serca

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Kolejny Holter

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Wycieczka biegowa Studenov- Rokytnice


Miałam odnośnie dzisiejszego dnia trochę inne plany – zamierzałam zwiedzić nieodkryte trasy biegowe Harrachova. Pogoda spłatała nam jednak figla. Było tak ponuro i mgliście, że wybrałam zbadane tereny. Wjechałam orczykiem na Studenov, potem pobiegłam aż pod Certovą Horę i wróciłam do Studenova Janovą Cestą. Następnie wróciłam znajomą drogą przez Kostelną Cestę do Rokytnic. Niby było tak samo, a jednak dzięki pogodzie – zupełnie inaczej.

Trasa biegowa Horny Domky – Harrachov

Dzisiaj zaryzykowałam i udałam się z chłopakami do skibusa, a następnie orczykiem kanapowym na test nowej traski biegowej. Nadal dziwi mnie podjeżdżanie orczykiem na trasę biegową, ale tutaj to normalne zjawisko. Na stoku porzuciłam rodzinę i ruszyłam ostro pod górę. Było tak stromo, że kawałek drogi niosłam narty. Spotkałam też pędzącą z góry snowboardzistkę. Potem bardzo długo obchodziłam wkoło Plesivec (1210 m n.p.m.). Największym minusem dzisiejszej wędrówki było to, że całą drogę przebyłam praktycznie w cieniu. No i że szlak ciągle piął się do góry. Taka prawda, że w górach często jest pod górkę. Za to potem czekał mnie zasłużony łagodny zjazd widokowo-spacerowy wzdłuż wodospadu Mumlavskiego. Byłoby przyjemnie, gdyby nie przejmujące zimno. Potem w Harrachovie zastanawiałam się, czy nie wjechać kolejnym orczykiem na Cerną Horę, ale tym razem zrezygnowałam. To pierwszy dzień, kiedy nie niosłam nart, tylko ciągle na nich zjeżdżałam. Weszłam też wreszcie w lepszy pułap tlenowy i nawet Garmin mnie zaczął komplementować.