Mycha

Author's posts

Wakacyjne czytanie

Nie ma u nas wyjazdu bez jakiejś lektury przewodniej.W tym roku trudy podróży umilały dwie książki: Skrzynia władcy piorunów Marcina Kozioła oraz Wielcy podróżnicy.

Bilans dziesięciolatka

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Kontrola ortopedyczna

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Serwis zdrowotny cz.1

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Na Wiersze

Zgodnie z rodzinną tradycją w niedzielę wybraliśmy się na wycieczkę rowerową. Byliśmy w rezerwacie Mokre Łąki, gdzie mama zmoczyła but i pół łydki. Potem w Truskawiu wybraliśmy czarny szlak i zaczęły się podesty – jak to mówi syn, drogi przygodowe 🙂 Po drodze spotkałam znajomych z kijków. Czerwony szlak miał nas doprowadzić do mogiły powstańców styczniowych. Coś poszło nie tak, bo wylądowaliśmy na cmentarzu dla ofiar powstania, ale warszawskiego. Dopiero po drodze, nieco przez przypadek, odnaleźliśmy poszukiwaną wcześniej mogiłę. Ostry, piaszczysty zjazd zakończył się niemal w dwóch przypadkach na trzy ostrą wywrotką. Szczęśliwie wyszliśmy z tej opresji cało i wkrótce mknęliśmy przez pagórki do domu na obiad. Wyszło równo 30 km.

Echo serca

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Kolejny Holter

Musisz się zalogować aby zobaczyć treść posta.Proszę . Nie masz konta? Dołącz do nas.

Wycieczka biegowa Studenov- Rokytnice


Miałam odnośnie dzisiejszego dnia trochę inne plany – zamierzałam zwiedzić nieodkryte trasy biegowe Harrachova. Pogoda spłatała nam jednak figla. Było tak ponuro i mgliście, że wybrałam zbadane tereny. Wjechałam orczykiem na Studenov, potem pobiegłam aż pod Certovą Horę i wróciłam do Studenova Janovą Cestą. Następnie wróciłam znajomą drogą przez Kostelną Cestę do Rokytnic. Niby było tak samo, a jednak dzięki pogodzie – zupełnie inaczej.

Trasa biegowa Horny Domky – Harrachov

Dzisiaj zaryzykowałam i udałam się z chłopakami do skibusa, a następnie orczykiem kanapowym na test nowej traski biegowej. Nadal dziwi mnie podjeżdżanie orczykiem na trasę biegową, ale tutaj to normalne zjawisko. Na stoku porzuciłam rodzinę i ruszyłam ostro pod górę. Było tak stromo, że kawałek drogi niosłam narty. Spotkałam też pędzącą z góry snowboardzistkę. Potem bardzo długo obchodziłam wkoło Plesivec (1210 m n.p.m.). Największym minusem dzisiejszej wędrówki było to, że całą drogę przebyłam praktycznie w cieniu. No i że szlak ciągle piął się do góry. Taka prawda, że w górach często jest pod górkę. Za to potem czekał mnie zasłużony łagodny zjazd widokowo-spacerowy wzdłuż wodospadu Mumlavskiego. Byłoby przyjemnie, gdyby nie przejmujące zimno. Potem w Harrachovie zastanawiałam się, czy nie wjechać kolejnym orczykiem na Cerną Horę, ale tym razem zrezygnowałam. To pierwszy dzień, kiedy nie niosłam nart, tylko ciągle na nich zjeżdżałam. Weszłam też wreszcie w lepszy pułap tlenowy i nawet Garmin mnie zaczął komplementować.

Spacer biegówkowy szlakiem „U kaplicy”

Dziś chwyciłam narty pod pachę i podczas gdy chłopaki jechali na stok wygodnym skibusem, ja na piechotę pokonałam ponad kilometr, by móc pojeździć na odkrytym wczoraj w drodze powrotnej terenie. Pogoda była do jakiejś 14.00 wyjątkowo fotogeniczna. Potem przyszło zachmurzenie i super klimat nieco się ulotnił. Bieganie w kółko tą samą trasą to jednak nie jest mój żywioł, wolę jak krajobraz się zmienia, a bieganiu towarzyszy pewna dynamika. Tym bardziej, że zjazdy nie idą mi jeszcze tak gładko jak podejścia. A tutaj bez przerwy wpadałam w schemat: podejście – zjazd. No ale powiedzmy, że znalazłam świetne pole do treningu, na którym dało się wreszcie nieco popracować nad techniką. Do domu wróciłam inną drogą niż wczoraj i odkryłam tam piękny sztruksik.